poniedziałek, 27 lipca 2015

informacja 2

hej wam, widzę, że niektórzy z was tu jeszcze wchodzą. Nie wiem co wy tu robicie, haha.
Ale zapraszam was na moje nowe opowiadanie - > http://riskylove-fanfiction.blogspot.com/

:)

środa, 10 czerwca 2015

Informacja

Hej kochani, musicie mi wybaczyć, ale niestety przestaję pisac hauntedbieber :( nie mam kompletnie weny, fabuła wydawała się ciekawa, ale teraz wszystko po prostu trudno mi ująć w jedną historię, ale jeśli chcecie wymyśliłam własną i oryginalną fabułę. Zapraszam na Risky Love na wattpadzie.

http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love
http://www.wattpad.com/story/41876572-risky-love


:) aut.

sobota, 9 maja 2015

Rozdział Siedemnasty

komentujcie :) 

_________________________________________________________________________________


   Przez chwilę czułam jak wszystko staję w miejscu, myślałam, że to sen, ale jednak nie. Właśnie siedziałam na ziemi w swoim pokoju, pakując rzeczy do walizki. Nigdy nie widziałam swojej mamy w takim stanie jak dziś. Nie tylko wiedziała o moim romansie z Justinem, ale również wiedziała o ciąży. Byłam załamana, nie widziałam nic przez łzy i tylko jedynie co to co chwile chwianie się w dwie strony przez ból głowy, który towarzyszył mi przy płaczu. Moja mama wykrzyczała mi wszystkie możliwe słowa, które mogła. Najgorsze było to, że już nie ma córki. Że mam się stąd wynieść. Że jestem zwykłą dziwką.
Weszłam do swojej łazienki, aby wziąć swoją kosmetyczkę, ale na lustrze wisiała przyklejona kartka. Zmarszczyłam brwi i wytarłam swoje łzy, odklejając kartkę od lustra i otworzyłam ją. 

"To dopiero początek mojej zabawy z tobą Camille x" 



Co to do cholery ma znaczyć. Teraz naprawdę robi mi się nie dobrze i to nie przez ciążę. Chyba. Pogniotłam wiadomość, a raczej jakąś chorą pogróżkę i pokręciłam głową z niedowierzaniem, wyrzucając to do śmietnika. Wyszłam z łazienki, biorąc swoją walizkę i zeszłam na dół, widząc moją mamę przy wyspie kuchennej z butelką wina do połowy opróżnioną. 
- Mamo, proszę cię.. - zaczęłam, podchodząc kilka kroków w jej stronę.
- Wyjdź stąd! - krzyknęła, ale z daleka można było już zauważyć, że jest kompletnie zalana. - Nie jestem twoją matką! Nie chcę cię znać! Idź do tego dziwkarza, jesteście siebie warci! 
Wzięłam głęboki oddech, chwytając swoją walizkę i wzięłam kurtkę, wsuwając ją na swoje ramiona.

Przez kilka dobrych godzin kręciłam się gdzieś po centrum, pierwszy raz na ulicach była taka pustka. W sumie ta cisza była aż przerażająca. Wydawałoby się, że zaraz zza jakiegoś rogu miał wyskoczyć jakiś bandyta i zgwałcić mnie, albo jeszcze lepiej zabić. Miałam najgorsze scenariusze, oh ironio czy mogłoby być gorzej?
Nadal się zastanawiałam czemu nie skontaktowałam się z Justinem. Bałam się? Niby czego. Moja mama już i tak o tym wie, a ja jestem w środku nocy na ulicy i prawdopodobnie właśnie odkryłam, że jestem prześladowana przez tajemniczą osobę, która wie o moim życiu o wiele więcej niż powinna. Tak to właśnie dało mi do myślenia, aby do niego zadzwonić. Z nadzieją, że odbierze wybrałam jego numer i zagryzłam nerwowo swoją dolną wargę, siadając na ławce przy jakimś barze, który był widoczne czynny, bo przez szybę można było zauważyć grupki ludzi, którzy oglądają jakieś walki bokserskie, pijąc sobie beztrosko piwo. Mnie niestety takie życie ominie. Z moich przemyśleń wyrwał mnie zaspany głos Justina.
- Halo?
Gdy usłyszałam ten zachrypnięty głos w środku zrobiło mi się lepiej, ale otrząsnęłam się po chwili, przypominając sobie dlaczego do niego dzwonię.
- Justin to ja.. jestem w centrum, możesz po mnie przyjechać. - wyszeptałam, słysząc, że mruczy coś niewyraźnego, ale po chwili słychać również jak zrywa się z łóżka.
- Jak to w centrum.. Camille jest trzecia w nocy, co ty tam do cholery robisz?
- Wytłumaczę ci wszystko jak przyjedziesz, proszę cię.. jestem przy Rink Bar Rockefeller, to taki duży bar z żółtym święcącym napisem.
- Jasne, już się ubieram i jadę. - oznajmił i rozłączył się.
Po kilku minutach zobaczyłam już auto Justina, a on od razu gdy zauważył mnie zerwał się z miejsca i podbiegł do mnie, kucając przy moich kolanach.
- Co ty tutaj robisz mała? - wyszeptał, chwytając moje dłonie.
- Moja mama już o wszystkim wie. - wymamrotałam, tłumiąc emocje w sobie. Chociaż przy nim nie chciałam wychodzić na słabą, bezradną dziewczynę. Wypatrywałam reakcję Justina, ale on został obojętny. Pokręcił jedynie głową i wstał, biorąc moją walizkę.
- Nic nie powiesz? Może to ty jej powiedziałeś? - mruknęłam zdenerwowana, podnosząc się z ławki i skrzyżowałam ręce na piersiach. - Justin, moja matka wywaliła mnie z domu, powiedziała dużo przykrych słów, a ty jedynie co robisz to kręcisz głową?!
- Camille, ogarnij się. - warknął, odwracając się w moją stronę. - Nie zrobiłem niczego, co by miało zagrozić tobie, okej? Nie powiedziałem nic twojej mamie, nie mam z nią nawet kontaktu.
- To czemu tak zareagowałeś?
- A co miałem zrobić? Nie byłem w szoku, że tak zareagowała, po prostu zastanawiam się skąd ona wie, jest późno chodźmy już. Po za tym jesteś w ciąży i od razu powinnaś do mnie zadzwonić.
Przewróciłam jedynie oczami w odpowiedzi, zasysając swoją dolną wargę i wsiadłam do auta Justina, układając się w nim wygodnie. Justin mieszka gdzieś w centrum na Manhattanie, blisko mojej szkoły. Zdziwiło mnie to, bo tam są najdroższe mieszkania w całym Nowym Jorku. Po chwili nawet nie zorientowałam się, ale zrobiłam się cholernie senna i zasnęłam w wygodnym, skórzanym siedzeniu.

   Obudziłam się w wygodnym, ciepłym łóżku i przebrana w białą koszulkę. No tak jestem u Justina, ale jego brak. Podniosłam się i przeczesałam palcami swoje włosy. Sypialnia była otoczona samymi szklanymi oknami z widokiem na cały time square. Muszę poszukać Justina i porozmawiać z nim o tym co dalej. Myślałam, że to będzie łatwe, ale już na samym początku moją przeszkodą były drzwi. Jedne po jednej stronie, a drugie po drugiej. Weszłam najpierw do tych po tej lewej stronie i znalazłam się w ogromnej garderobie, która cała składała się z ciemnego drewna i podświetlanymi panelami. Czyli do wyjścia z sypialni są te po prawej. Naprawdę myślałam, że to już koniec szlaku, ale oczywiście, wychodząc z pokoju zaczął się długi korytarz i różne drzwi. Po co człowiekowi tyle pokoi skoro mieszka sam? Gdy wreszcie doszłam do końca korytarza zastałam ogromny salon połączony z kuchnią, a przy piekarniku stał Justin i wyglądał naprawdę apetycznie w tych samych bokserkach. Podeszłam bliżej i obciągnęłam koszulkę Justina, którą miałam na sobie. Odchrząknęłam cicho, siadając przy wyspie kuchennej.
- Hej mała, jesteś głodna? - spytał z lekkim uśmiechem, wyciągając z piekarnika zapiekanki, które widocznie sam zrobił.
- Nie dziękuje, nie mam apetytu - westchnęłam ciężko, przełykając cicho ślinę.
- Camille, nosisz w sobie również moje dziecko i masz o siebie dbać - powiedział surowo, a ja zacisnęłam wargi.
- I dlatego tu jestem i się mną przejmujesz? Bo jestem z tobą w ciąży? Tylko to cię interesuję, hm? - syknęłam zbyt ostro niż powinnam. - Wiem, że jestem w ciąży, ale jakbyś zapomniał moja mama wywaliła mnie z domu, bo mam z tobą romans i właściwie straciłam jedynego rodzica jakiego miałam, ale widocznie to cię nie interesuję! dzięki za przenocowanie, ale chcę już się zbierać.
- Nie.. Camille to nie tak - westchnął ciężko, podchodząc do mnie. - Martwię się o was, naprawdę.. po prostu.. nie wiem jak mam się w tej chwili odnaleźć, bo znamy się krótko, chcę być przy tobie, przy was - wymamrotał, chwytając moją twarz w dłonie. - Interesujesz mnie bardzo, zależy mi na tobie mała, ale nie umiem tego okazywać.
- Nie sądzę, że tak jest - burknęłam.
- Ale jest i nie dyskutuj ze mną, bo szaleję za tobą od samego początku, gdy cię zobaczyłem - powiedział z lekkim uśmiechem, a następnie pocałował czule moje usta. W środku poczułam milion uczuć na raz, ale najsilniejszym było to najprzyjemniejsze. Owinęłam ręce wokół jego szyi i uśmiechnęłam się, gdy zaczęłam pogłębiać pocałunek, ale on nagle się oderwał.
- Chcesz więcej? To jedz malutka - mrugnął do mnie okiem, a ja przewróciłam oczami, ale tym razem z uśmiechem zaczęłam jeść przygotowane przez niego śniadanie.


___________________________________________________________________________________

*rozdział niesprawdzony, przepraszam

No i jest rozdział! Może z mniejszą akcją niż we wcześniejszym, ale dziś stwierdziłam, że zrobię miłą końcówkę! 

No i co myślicie? Kto może prześladować Camille? Czy w ogóle ktoś z jej bliskich? 
Uwierzcie mi, to nie jest jeden wątek, bo to ff dopiero na tym się zaczyna ;) 

Dziękuje za wszelkie komentarze i zachęcam do zapisywania się do INFORMOWANYCH.


twitter - ingloriouselena

piątek, 1 maja 2015

Rozdział Szesnasty

 jak zwykle komentujcie staram się dla was pisać rozdziały i jedno słowo może zmotywować :)


błagam przeczytajcie notatkę pod rozdziałem, to ważne :( 
___________________________________________________________________________________

Siedziałam późnym wieczorem na ławce, nerwowo bawiąc się palcami i czekałam na Justina, próbując ułożyć w głowie każde zdanie, które miałam zamiar mu powiedzieć. On naprawdę chciał zatrzymać dziecko? No i może jeszcze wychować ze mną? Dziecko jest owocem miłości i zazwyczaj długo trwającego związku, a my? To cholerny romans i po za tym jest facetem mojej matki. Albo raczej był. 
Mam powiedzieć mojej własnej mamie, że jej mężczyzna życia zdradził ją ze mną i w dodatku zrobił mi dziecko? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tęskniłam za Justinem cały czas i zdałam sobie tak naprawdę sprawę z tego, że coś czuję do niego. Mogłam na początku wyznać mu prawdę, przecież nie ma teraz problemu z tym ile jest między nami różnicy. Podobałam mu się, a on podobał się mi. Nie mogę urodzić dziecka, nie potrafię go nawet pokochać jak matka, nie chcę chodzić z brzuchem i być wytykana palcami. 
Poczułam łzy w swoich oczach i przymknęłam swoje powieki, pozwalając kilku słonym kropelkom spłynąć po moich policzkach. Ułożyłam dłoń na swoim brzuchu i pociągnęłam nosem, przełykając cicho ślinę. Chciałam być w ciąży, gdy będę miała dwadzieścia parę lat i męża, z którym będę szczęśliwa, będę miała pracę i własny dom. A w jakiej sytuacji jednak jestem? Mam dziewiętnaście lat i chodzę do ostatniej klasy, po której miałam zdawać na swoje wymarzone studia, jestem w ciąży z chłopakiem własnej M A T K I. To już można brać pod patologię. Nie da się opisać tego co czuję.

Ktoś dotknął mojego ramienia, a ja od razu się odwróciłam zauważając Justina. Wyraz twarzy miał łagodny, widocznie był w pracy, bo był jeszcze w koszuli i rozluźnionym krawacie. Przez chwilę dla mnie czas się zatrzymał, ale serce waliło jak opętane. Naprawdę za nim tęskniłam.
- Camille - wymamrotał cicho, siadając obok mnie i nieśmiało chwycił moją dłoń, splatając razem nasze palce ze sobą. - Nie wiem od czego zacząć, sam jestem w szoku.
- Od kogo wiesz? Nikt poza Ashley i moim bratem nie wiedział o ciąży.
- To nie jest ważne od kogo wiem, ale ważne jest to co wiem. Nie dojdzie do aborcji, bo nie pozwolę ci na to, rozumiesz?
- Zamówiłam tabletki poronne, to dopiero początek.. to nie jest nawet dziecko - zaczęłam się żałośnie tłumaczyć, a sama nie wiedziałam do czego zmierzam.
- Słyszysz co ty mówisz? - warknął, a ja wzdrygnęłam i zacisnęłam wargi, postanawiając zamknąć swoje cholerne usta. - Nic nie dzieję się bez powodu do cholery, a mnie moja mama nauczyła żyć uczciwie, a zabijanie dziecka to jest zbrodnia tak jak zwykłe morderstwo!
- Nie jesteś w mojej skórze Justin, co ty możesz o tym wiedzieć?
- Posłuchaj moja mama była w twoim wieku, gdy zaszła w ciąże ze mną, jak nie młodsza.. prawda w innych warunkach, ale nic nie rozumiesz, ona powinna mnie usunąć a tego nie zrobiła, twoja mama to teraz najmniejszy problem, chcę się zająć dzieckiem i tobą, okej? To jest teraz najważniejsze.
Patrzyłam przez cały czas w jego oczy i nie widziałam, aby w jakimś momencie się zawahał. On po prostu tego chciał, ale dlaczego? A jeśli mu również zależy na mnie, jak mi na nim? Ale czy ja chcę mieć dziecko i być w pełni dorosłym tak szybko? Zrezygnować ze szkoły, ze swoich marzeń i przyszłej wymarzonej karierze? Oczywiście, że nie. A gdybym usunęła ciążę czy miałabym wyrzuty sumienia?
- Nad czym się zastanawiasz? - wyszeptał Justin, układając dłoń na moim udzie. - Nie ma się nad czym zastanawiać, będę przy tobie Camille, do cholery zrobiłem najgorsze gówno i to tylko dla ciebie, zacząłem się umawiać z twoją matką aby dotrzeć właśnie do ciebie. Nie mógłbym cię teraz zostawić, nawet jeśli byś mi kazała, będę ci pomagał, a twojej mamie.. coś się wymyśli, tym się nie martw - mruknął, składając lekki pocałunek na mojej skroni.
- Justin, cieszę się, że widzisz w tym tak mało problemów, ale próbujesz to sobie wmówić, nie znamy się długo i zbyt dobrze..
- Cholera! dziewczyno zrozum, że mi na tobie zależy! - warknął, aż wzdrygnęłam. - Przepraszam.. po prostu tak bardzo zawróciłaś mi w głowie, jestem gotowy zrobić dla ciebie wszystko i dla naszego dziecka.
Spojrzałam mu w oczy, nie wiedząc co mam powiedzieć. On był tam taki piękny i zależało mu! Zależało mu na mnie!
Przysunęłam się do niego i ułożyłam dłoń na jego policzku, wpijając się czule w jego usta. Przyciągnął mnie bliżej do siebie, ale poczułam, że uważa na mój brzuch. Najsłodsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić w tym całym za przeproszeniem - gównem. Gdy oderwałam się od niego uśmiechnęłam się delikatnie w jego usta, spoglądając nieśmiało w jego oczy.
- Powinnam już wracać do domu. - wymruczałam, przygryzając swoją dolną wargę.
- Przyjdź do mnie jutro, zjemy jakąś kolacje.. spędzimy razem wieczór, tak jak zawsze chciałem spędzić go z tobą.
Motylki w moim brzuchu? To za mało do opisania co w tamtej chwili czułam. Uśmiechnęłam się szeroko, może wyglądałam jak idiotka, ale co ja poradzę? Zauroczyłam się totalnie w tym mężczyźnie.
Ideał.
- W porządku, napiszę jeszcze do ciebie.
- Chodź, odwiozę cię - wymamrotał, a widząc moją minę przewrócił oczami. - No chyba nie myślałaś, że pozwolę ci wracać o tej porze samej, szczególnie, że jesteś w ciąży z moim.. naszym dzieckiem.
Gdy to mówił zauważyłam, że robi się nieśmiały. Mimo tego i tak wyglądał pociągająco w tej koszuli z rozpiętymi guzikami na górze i przewieszoną przez ramię granatową marynarką, a z tylnej kieszeni spodni zwisał mu krawat, który niedawno tam schował. Skinęłam głową na znak, że zgadzam się na jego podwózkę.
Wsiadłam do jego auta, dokładnie tego, w którym go pierwszy raz zobaczyłam. Rozejrzałam się po nim. W aucie panował porządek, ale to chyba jak w każdym pojeździe mężczyzny. Porządki tylko w aucie.
Przez całą drogę rozmawiałam z Justinem o tym co robi. Pytał się również czy zamierzam skończyć szkołę. Szczerze? Nie zastanawiałam się nad tym, tak naprawdę zastanawiałam się jak pozbyć się tej ciąży. Wstydzę się, że chciałam zabić swoje własne dziecko. Nieważne co.. to jest mała istotka, bezbronna.. Byłabym potworem jakbym to zrobiła. Pokręciłam do siebie głową, otrząsając się, a w tym samym momencie Justin zaparkował kilka domów dalej od mojego.
- Wracaj do domu, będę cię jeszcze obserwować, abyś bezpiecznie wróciła - powiedział stanowczo Justin, a mi się chciało śmiać. To jest słodkie, że się tak przejmuje. - No dobra, leć i się połóż spać, przysięgam, że będę o ciebie teraz dbał!
- Justin, w porządku.. rozumiem, ale wyluzuj - zachichotałam cicho, odwracając się w jego stronę, a on bez żadnego wahania wpił się w moje usta, złączając nasze wargi w namiętny pocałunek.
- Leć mała. Do jutra.
- Na razie.
Wysiadłam z jego auta i uśmiechem na ustach doszłam do swojego domu. Wyciągnęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi, opierając się o drzwi i przygryzłam swoją dolną wargę, odchylając głowę w tył. Nie zauważyłam nawet jak na korytarz wchodzi mama, było ciemno, ale jej ton był przerażający.
- Więc to ty byłaś powodem zerwania mojego i Justina.



I BUM! Macie rozdział! Jestem wam winna dużo emocji, a więc je macie! WSZYSTKO WYSZŁO NA JAW! 

Znacie mnie i jestem strasznie niezdecydowaną osobą :( Otóż rozmyślałam nad nowym fanfiction, ale chcę dokończyć to (spokojnie na razie nie kończę) i przemyślałam dlaczego nie chcę kontynuować tego. Źle mi się pisało. Wracam do postaci, którą jest Selena Gomez, która była pierwszą bohaterką tego fanfiction. 

Wiem, że niektórzy z was nie przepadają za nią, przepraszam, ale też chodzi o to, że czułam się lepiej, pisząc fanfiction z nią. OCZYWIŚCIE nie zabraniam wam użyć waszej wyobraźni  zawsze możecie widzieć w tym ff wasze ulubione gwiazdy, a dla mnie to nawet byłoby lepiej! Mam nadzieję, że nienawidzicie mnie aż tak bardzo. 
Ale dobra wiadomość jest taka, że tym razem fanfiction będzie dodawane regularnie co tydzień, lub co kilka dni. OCZYWIŚCIE MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIECIE KOMENTOWAĆ WASZE PRZEŻYCIA! 

zmieniłam twittera, więc również zapraszam, chciałabym z wami popisać i dowiedzieć się co wy myślicie o tym fanfiction. 

@debonairgomez 

Dziękuje, że nawet do tego momentu wchodzicie na to fanfiction. Uwielbiam was. 





środa, 8 kwietnia 2015

informacja

Jak widzicie nie dodaję rozdziałów jak na razie. Nie wiem co mam zrobić dalej, może będę kontynuować, ale to po testach, gdy napiszę lub gdy wszystko zaliczę. 

Obiecuję, że was będę informować nawet jeśli zakończę. Nie wiem ile osób jeszcze wchodzi na to, ale jeśli ktokolwiek to sprawdza nie zostawiam was bez odpowiedzi czy to koniec pisania ff. 

Po prostu muszę wpaść na nowe pomysły i zachęcić moich znajomych, aby ocenili moje ff, haha

do następnego (może) 


NO I OCZYWIŚCIE NA WASZYCH OPINIACH I KOMENTARZACH ZALEŻY MI NAJBARDZIEJ!

sobota, 7 marca 2015

Rozdział Piętnasty

komentujcie - każdy komentarz to ogromna motywacja dla mnie. + czytajcie notkę pod rozdziałem.

(dziś rozdział krótki, musicie mi wybaczyć brak weny)
___________________________________________________________________________________
*rozdział niesprawdzony



Siedziałam w swoim pokoju roztrząśnięta, jakby ktoś moje złamane serce rozdarł na kawałeczki i jeszcze je spalił. Ja? Dziecko? Z facetem mojej matki. Brzmi to absurdalnie. Zabezpieczaliśmy się, ale przecież to normalne, że to nie jest sto procent pewne. Taylor próbowała mnie przekonać, abym oddała dziecko do adopcji, ale ja nie chcę w ogóle go urodzić. Nie chcę łazić z pieprzonym brzuchem i być wytykana palcami. Czy chcę powiedzieć Justinowi? Oczywiście, że chcę i powinnam, ale nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy po tym wszystkim. Po za tym co mu powiem "Hej Justin, jestem w ciąży, prezerwatywa najwidoczniej pękła", z pewnością by odpowiedział "Nic się nie stało Camille, wychowamy go razem!" Czujecie Sarkazm? Prędzej by mnie wyśmiał i powiedział, że nie chce mieć nic ze mną i z tym dzieckiem wspólnego. Nie byłby ciekawy płci. Może to dziewczynka? Gdyby to była dziewczynka nazwałabym ją Alison. Zawsze nazywałam tak moje lalki, czyli moje "córeczki". A gdyby to byłby chłopczyk? Nie mam bladego pojęcia, ale na pewno równie pięknie jak Alison. Kurwa. Naprawdę zastanawiam się nad tym jak nazwę swoje przyszłe dziecko. Nie mogę. Nie chcę tego dziecka! Mam już nawet plan jak się go pozbyć. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Jason, wyszedł ze szpitala dwa dni temu, czyli wiem już o swojej ciąży trzy dni. 
- Musimy chyba porozmawiać - warknął, patrząc mi w oczy i dopiero teraz zauważyłam jak trzyma mojego laptopa. 
- Jeśli zużyłam internet to przepraszam - westchnęłam cicho, odwracając wzrok. Nie miałam chyba siły patrzeć komukolwiek prosto w oczy. 
- Jesteś w ciąży - wymamrotał, a ja podniosłam się szybko i spojrzałam na niego, uchylając delikatnie swoje wargi. 
- Jason.. 
- I chcesz je usunąć za pomocą tabletek! - krzyknął, rzucając laptopem o łóżko a ja wzdrygnęłam się. Przestraszyłam się jego reakcji, bałam się, bo właśnie on wszystkiego się dowiedział. Czy po tym wszystkim byłby w stanie znów mnie szantażować? O mój Boże. Nie wytrzymałam tego i po prostu rozpłakałam się, chowając twarz w dłoniach. 
- Błagam, nie mów o tym mamie, nikomu  - wyszeptałam, czując ogromny uścisk w gardle. 
Poczułam jak mój brat siada obok mnie i przytula mnie do siebie, a ja ułożyłam głowę na jego kolanach. 
- To dziecko Nicholasa? - spytał, a ja pokręciłam głową na co mój brat zamknął oczy jakby czuł ból. Pewnie czuł ból zranienia naszej matki. Albo może moje współczucie? Nie, ja nie zasługuję na współczucie. Jestem potworem. - Więc to dziecko Justina. 
- Zabezpieczaliśmy się - zapłakałam, patrząc na niego. 
- Jak to się stało, że wy.. się zbliżyliście do siebie? 
No tak. Mój brat pewnie myślał, że Justin naprawdę zakochał się w mojej matce i nasz romans był czystym przypadkiem. Pomyłka.
- Pamiętasz tę noc co poszłam z Taylor do klubu? Po zerwaniu z Nicholasem - szepnęłam, wycierając swoje łzy i podniosłam się do pozycji siedzącej. - Tam go poznałam, tańczyliśmy i trochę.. za bardzo się zbliżyliśmy do siebie, więc ja uciekłam. 
- I znalazł cię? Czy to był zbieg okoliczności, że poznał mamę? 
- Nie, to nie był przypadek - pokręciłam przecząco głową, oblizując swoje wargi. - On znalazł mnie na jakieś stronie, ktoś oznaczył mnie na zdjęciach z klubu i przypadkiem było jedynie to, że mama i Justin mieli wspólny interes i dalej wiesz jak było.. 
Po chwili w pokoju zapadła niezręczna cisza. Ja kręciłam młynek palcami, a Jason miał minę jakby widocznie się nad czymś zastanawiał. 
- Chcesz, żeby Justin się o tym dowiedział? O ciąży.
- Jeśli chcę je usunąć..
- Nie! - warknął, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Nie usuwasz dziecka rozumiesz? Może jestem gówniarzem, ale nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek z mojej rodziny kogoś zabił, Camille! A co dopiero niewinne dziecko!
- Jason, ale co ja powiem mamię.. ludziom? - wyszeptałam ze strachem, czując jak moje ciało drży.
- Nie wiem, powinnaś powiedzieć jej prawdę, albo powiedzieć, że w klubie z kimś się przespałaś, przypadek, damy radę ja i Taylor pomożemy ci. 
W takich chwilach dziękuje Bogu, że mam mojego brata. Może go nienawidzę, ale też kocham. To normalne. Ale kto w takich chwilach byłby w stanie mi pomóc? Jest cudowny. Wiele mu zawdzięczam, często mnie krył, a teraz? Pomaga mi, bo jestem w ciąży i to bezinteresownie. Przytuliłam mocno mojego brata, a on po chwili wstał i pociągnął mnie na dół do kuchni. 
- Chodź, Pheobe tu jest i zrobiła ci sałatkę owocową. 
- Czekaj to ona wie? - wymamrotałam spanikowana i przełknęłam ślinę. 
- Spokojnie, ona nikomu nie powie - szepnął, pocierając moje ramię i uśmiechnął się lekko. - Możesz być tego pewna. 
Trochę się uspokoiłam po jego słowach, a gdy byliśmy na dole dziewczyna stała z lekkim uśmiechem w kuchni i spojrzała na mnie, podając mi miskę z owocami i to w czekoladzie! Może naprawdę dam radę przejść przez to mając kogoś kto mi pomoże. Chwilę mojej chwały przerwał dzwonek sms-a mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni bluzy i spojrzałam na treść, zamarłam.


Od Justin: 

"Wiem już wszystko. Jeszcze dziś chcę z tobą porozmawiać. Nie zostawię tak tego. Wiem, że jestem ojcem. Wiem, że masz jakiś chory pomysł Camille. Wybiję ci go z głowy."


On wie. On wie, że jestem w ciąży. Z nim! Skąd do cholery on się dowiedział. Przecieram dłońmi twarz i czuję jak bardzo robi mi się nie dobrze, powoli tracę grunt pod nogami i osuwam się na podłogę. 


___________________________________________________________________________________


Cześć wam. Mam nadzieję, że nie jesteście źli za taki rozdział. Naprawdę nie mam jakoś weny na wymyślanie. Dlatego stwierdziłam, że dzisiejszy rozdział będzie krótszy i troszkę nudniejszy. 
Chciałabym, abyście naprawdę komentowali każdy rozdział, ponieważ to bardzo motywuje. 
Chyba każdy to pisze na swoich opowiadaniach. Ale musicie zrozumieć ;) 

No więc może nie każdy się spodziewał, że Justin będzie już w tym rozdziale wiedział o ciąży. 
Wiecie od kogo? Domyślacie się? 

Postaram się dodać następny rozdział w piątek/sobotę, a wam daję wolną rękę i pisanie opinii tutaj pod komentarzem. 

Zapraszam was do zapisywania się do INFORMOWANYCH
oraz zapraszam do przesłuchania PLAYLISTY

zmieniłam również user na twitterze: 

@stussyskians


dziękuje za każdy osobny komentarz i wejście! do następnego rozdziału. 





piątek, 27 lutego 2015

Rozdział Czternasty

komentujcie - jak mówiłam to bardzo mnie motywuje do kolejnych rozdziałów. 
(czytajcie notki pod rozdziałem)


_________________________________________________________________________________


     - Ciii, skarbie - wymamrotałem, trzymając w swoich ramionach Camille. Czułem się beznadziejnie. Bo to ja zgodziłem się na ten układ z Jasonem. Przez chwilę blondynka była wtulona we mnie, ale chyba się opamiętała, bo po chwili odepchnęła mnie mocno od siebie. Spojrzała na mnie ze złością w oczach i nawet głupi, by zrozumiał, że jest naprawdę wściekła.
- Zostaw mnie, błagam po prostu mnie zostaw - mruknęła, kręcąc głową. - Chcę, żebyś sobie poszedł.
Cały czas ją mocno trzymałem, nie odpuszczając jej.
- Camille, skar-
- Justin, ty nic nie rozumiesz?! - warknęła, patrząc na mnie ze łzami w oczach. - To nie jest mi pisane i mojej mamie też nie! Musisz dać nam spokój, bo ona i ja cierpimy, oczywiście na tym ucierpiał również mój brat. Musisz odejść od nas, na zawsze.
Poczułem jakbym został uderzony czymś ciężkim w głowę, Camille była dla mnie bardzo ważna. moi rodzice ją polubili i uwielbiałem spędzać z nią czas. A teraz? Kazała mi odejść na zawsze.
- Nie, ja nie mogę tego zrobić - mruknąłem, kręcąc przecząco głową. - Namieszałaś mi w głowię, rozumiesz? Potrzebuję cię.. cholera wiem, że to idzie w ogromnie szybkim tempie, ale zrozum..
- Nie! - krzyknęła, cofając się kilka kroków. - Masz zerwać z moją mamą i nie pokazywać mi się nigdy na oczy, rozumiesz? Ona za dużo przeszła przez facetów, nie pozwolę ci znów doprowadzić ją na samo dno, zostaw mnie i ją, jeśli ci zależy to to zrobisz!
Chciałem już coś powiedzieć, ale Camille odwróciła się i szybkim krokiem poszła przed siebie.
"Jeśli ci zależy to to zrobisz!" i dlatego, że mi zależy mam ją sobie odpuścić? To chore, ale i tak zwariowałem na jej punkcie. To szło w szybkim tempie, ale mi to nie przeszkadzało. Jestem potworem. Nie przeszkadzało mi to, że bawię się kosztem jej matki. Nie przeszkadzało mi to, że uwiodłem córkę mojej "kochanki". Nie przeszkadzało mi to, że bawiłem się z nimi dwiema. Ale teraz? Chciałem mieć po prostu Camille tylko dla siebie i być tylko jej. Ona jest za dobra, nie zasługuję na nią. Nigdy nie będę zasługiwał. Zdenerwowany poszedłem do jakiegoś klubu i rozluźniłem się, czując tłoczną atmosferę i zapach drinków zmieszanych z papierosami. To zdecydowanie było coś czego potrzebowałem. W takim razie żegnaj mała.


      Pod wieczór stwierdziłam, że zajdę do Jasona. Powinnam go przeprosić za moje słowa i w głębi duszy miałam nadzieję, że on przeprosi za to jak potraktował mnie. Oczekuję od niego wyjaśnień kim jest Pheobe i czy jego "kolega" istnieje.
Weszłam po kilkunastu minutach na salę Jasona i spojrzałam na niego swoim zapłakanym wzrokiem, a on zmarszczył zdezorientowany brwi.
- Camille, obiecuję ci, że ja jej nic nie powiedziałem - mruknął, kręcąc głową. - Tak bardzo cię przepraszam..
Usiadłam przy jego łóżku, chowając twarz w dłoniach i po prostu wybuchłam szlochem. Tyle emocji, tyle przeżyć jak na jeden dzień. Była godzina 22, a ja czułam się jakby co najmniej upłynęło kilka dni.
- Hej, siostrzyczko - powiedział zdrobniale, chwytając moje dłonie. - Mam nadzieję, że to nie przeze mnie tak płaczesz, wiesz przecież, że jestem głupim dzieciakiem ćpunem.
- Nie przez ciebie, głupi dzieciaku ćpunie - wymamrotałam, przewracając oczami i wierzchem dłoni wytarłam łzy na policzkach. - Też chcę cię przeprosić, nie wiem jak mogłam być taka głupia i skierować do ciebie tyle przykrych słów.
- Camille, powiedziałaś to w złości i w głębi duszy wiem, że nie miałaś tego na myśli - westchnął, patrząc na mnie. - Wiadomo, że ci wybaczę.
Posłałam mu delikatny uśmiech, łapiąc jego dłoń i mocno ją ścisnęłam.
- To koniec z Justinem, kazałam mu skończyć z mamą i odejść z naszego życia, gdy on się pojawił nic nie jest już normalne.
- I myślisz, że nadal będzie Camille? Mama wie, że jestem ćpunem, teraz wszystko się zmieni, będziemy udawać, zachowywać się jakbyśmy byli ślepi.
- Wiem, ale Justin nie może być już więcej z nami, to dwulicowe z jego i mojej strony - wyszeptałam, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Ale zależy ci na nim, zmieniłaś się i mu na tobie też zależy - zauważył, wzruszając swoimi ramionami.
- Wiem, dlatego odszedł - powiedziałam, patrząc na niego. - Nieważne, to skończony temat. Chcę wiedzieć kto to jest ta Pheobe i czemu mam wrażenie, że nie ma żadnego twojego kolegi?
Westchnął ciężko, przymykając swoje powieki jakby to co miał mi powiedzieć było jakąś zbrodnią.
- Pamiętasz Johnsonów? Pamiętasz kiedy pewnej nocy przyszłaś do domu i powiedziałaś, że widziałaś naszą sąsiadkę z jakimiś starymi facetami?

flashback

    Stałam z Taylor razem przy klubie, modląc się w duchu, że nas wpuszczą. Ona ma głupie pomysły, jeśli myśli, że wpuszczą nas do klubu od dwudziestu jeden lat to naprawdę moja przyjaciółka ma problem ze sobą. Gdy już myślałam, że jednak wejdziemy ochrona zatrzymała nas ręką. 
- Na pewno macie ukończone dwadzieścia jeden lat? - spytał czarny, a w jego głosie można było usłyszeć rozbawienie. Ty jesteś ślepy kretynie, mamy szesnaście lat i moja przyjaciółka jest chora psychicznie. O tak, to chciałam mu powiedzieć. 
- Tak, ale niestety nie jesteśmy stąd  i nasze dokumenty zostały w hotelu. 
- Spokojnie ja jestem stąd i mój mózg został w swoim miejscu - mruknął zirytowany, wypychając nas z kolejki. - Następny!
- Mówiłam ci, że to nie wyjdzie! - warknęłam rozdrażniona, przewracając oczami. - Możemy wrócić do mnie i dokończyć Pretty Little Liars? Nadal nie wiem czy Ezra jest A!
- Tak, nie trzęś już tak tymi portkami sztywniaku - parsknęła, waląc mnie swoim biodrem w moje. - Ej czekaj czy to nie jest ta sąsiadka.. Peber..Peobi..Pe.. ta Johnson!
Rozejrzałam się i niedaleko klubu zobaczyłam drobną nastolatkę w otoczeniu dorosłych mężczyzn,. Z tego co słyszałam jest o rok starsza od mojego brata czyli ma z 14 lat. Jasnowłosa dziewczyna obściskiwała się z facetem, a drugi obok podał jej paczuszkę z białym proszkiem. Podziękowała każdemu czułym pocałunkiem i chwiejnym krokiem wyszła z uliczki. Była ubrana w czarną obcisłą spódniczkę i krótki top. Zdecydowanie była dziwką. Ale o co do cholery chodzi? 

koniec flashback'u 


- Tak pamiętam, ale co to ma wspólnego? - spytałam, prostując się. - Przecież zabrała ją policja. 
- Nie do końca, nie zabrała ją z powodu tego co robiła - mruknął, ciężko wzdychając. - To ona jest Pheobe Johnson. Posłuchaj mnie, teraz ci wszystko wytłumaczę. Spotkałem ją u Nicholasa, jak z tobą zerwał byłem zły i musiałem mu wygarnąć parę rzeczy, ale to nieważne. Wychodziła akurat od niego, była blada i cały czas się chwiała. 
- Jason, nie wiedziałam, że byłeś u Nicholasa.. 
- Nieważne - machnął ręką, przewracając oczami. - Gdy z nim porozmawiałem i wyszedłem, zobaczyłem, że ona leży z zakrwawionym nosem. Pomogłem jej i zaprowadziłem ją do domu. Okazało się, że jest ćpunką.. 
- O mój boże, Jas! - pisnęłam, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Przez tą narkomankę i dziwkę sam stałeś się ćpunem!
- Camille! - upomniał mnie, patrząc na mnie zdenerwowany. - To nie tak, powiedziała mi niedawno całą prawdę o sobie, była dziwką, bo ojciec jej kazał bił ją i gwałcił, a narkotyki.. brała przed każdym stosunkiem. Nie wiem czemu sięgnąłem po to gówno, ale nie mogę znieść myśli, że ja w tym wieku grałem z chłopakami, miałem ciebie i mamę, a ona była sama.. 
Słysząc to momentalnie pojawiły mi się łzy w oczach. Jason miał rację, dużo przeżyła, ale to ona go wciągnęła w to całe narkotykowe bagno.
- I teraz wy razem? - spytałam, krzyżując ręce na piersiach. 
- Nie! Oczywiście, że nie - mruknął, kręcąc głową. - Ona już dawno jest czysta, nie wiedziała, że ja w tym siedzę. 
Chciałam już coś powiedzieć, ale weszła suka-pielęgniarka i spojrzała na mnie spod byka. 
- Czas wizyt dawno się skończył, proszę natychmiast stąd wyjść! 
Przewróciłam oczami, zaciskając wargi i spojrzałam ponownie na mojego brata. 
- Wpadnę jutro, trzymaj się młody - szepnęłam, nachylając się nad nim i musnęłam jego czoło, a następnie wyszłam ze szpitala. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jest mi naprawdę słabo. 

  
   Gdy wróciłam do domu zastałam moją mamę, pijącą wino w kuchni. Chyba płakała. A ja chyba na pewno znałam powód dlaczego. 
- Hej mamo, wszystko okej? - spytałam, siadając na wyspie kuchennej. 
- Nic nie jest okej - wyszeptała, dopijając swoje wino. - Tego samego dnia dowiadujesz się, że twój syn jest ćpunem, a twój facet rzuca cię, ponieważ stwierdza, że nie jest dla ciebie!
Oh cholera. Tak źle się z tym czuję, że to moja wina. Ale nareszcie koszmar z Justinem się skończył. Przytuliłam mocno swoją mamę i musnęłam jej skroń. 
- Nie przejmuj się facetami, musimy pomóc Jasonowi - szepnęłam, po czym przymknęłam swoje powieki, czując zawrót głowy. - Muszę iść się położyć, źle się czuję.. porozmawiamy jutro.
Będąc Już w pokoju, chwyciłam swój telefon i zobaczyłam wiadomość od mojej kochanej przyjaciółki. 



 Od Taylor:

"Hej skarbie. Nie odzywasz się. Wszystko w porządku? Słyszałam o Jasonie. Nieźle się wkopał."

Do Taylor: 

"Hej TayTay. Nic nie jest w porządku. Jason w szpitalu, Justin odszedł na zawsze(chociaż w sumie to powinno znaczyć dobrą sprawę, bo ja mu kazałam) i jeszcze źle się czuję. Wpadnij rano. Mama jedzie do pracy." 

Od Taylor:

"O M G!! Tyle się dzieję? Nie pisałyśmy tylko jeden dzień.. W porządku, przyjdę. Kocham Cię." 



     Następnego dnia Taylor już siedziała u mnie w pokoju. Z moim samopoczuciem nic się nie zmieniło. Wymiotowałam w nocy. Sądzę, że to z nerwów. 
- Coś ty takiego jadła? - spytała moja przyjaciółka, przewracając oczami. - Wyglądasz mizernie. 
- Właściwie to nic nie jadłam, może to dlatego. 
- Albo jesteś w ciąży - zachichotała cicho, a ja rozszerzyłam swoje oczy. - Spokojnie mała, żartowałam!
- Nie! - krzyknęłam, wyskakując z łóżka jak poparzona. Wzięłam swojego iPada i spojrzałam na swój elektroniczny kalendarzyk. - Nie, nie, nie!
- Cam, co się dzieje? - wymamrotała Tay, obserwując mnie. - Przerażasz mnie. 
Pokręciłam głową, przełykając głośno ślinę i włożyłam na siebie dresy oraz bluzę, a następnie wsunęłam buty na bose stopy. Zajęło nam dosłownie trzy minuty, aby dojść do apteki. 
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - spytała uprzejmie ekspedientka. 
- Poproszę test ciążowy - wyszeptałam, a ona zmierzyła mnie wzrokiem. - To dla mamy.
Zapłaciłam 5$ i chwyciłam pudełeczko, wychodząc z apteki. 
- Camille, może naprawdę się zatrułaś - wyszeptała Taylor, patrząc na moją zdenerwowaną twarz. 
- Wolę się upewnić - wymamrotałam, a gdy już znalazłyśmy się w domu poszłam w stronę łazienki. - Czekaj tu na mnie. 
Oparłam się o blat umywalki, rozpakowując test i przeczytałam dokładnie ulotkę. Boże spraw, żeby to było cholerne zatrucie, a spóźnianie się miesiączki to tylko czysty przypadek moich głupich hormonów. 
Niestety moje prośby się nie sprawdziły. Na małym urządzeniu pojawiły się dwie kreski. Nie, nie, nie! To mi się po prostu wydaję. Świruję. 
Wybiegłam z łazienki roztrzęsiona, wpadając w ramiona Taylor i zaczęłam głośno płakać, ściskając mocno test w dłoni. Dziewczyna wyciągnęła mały patyczek z mojej ręki i spojrzała na wyniki. 
- O mój Boże - wyszeptała, zasłaniając dłonią swoje wargi. - Camille.. 
Zsunęłam się bezwładnie po ścianie, upadając na ziemię i nie mogłam się uspokoić. Zostanę matką! Zostanę pieprzoną matką w wieku dziewiętnastu lat! Jak mogłam być tak nie uważna! Przecież od dawna już nie biorę tabletek! Prezerwatywa pękła!? Nie mogę zostać mamą.. Nie mogę.
 Taylor kucnęła naprzeciw mnie i spojrzała mi w oczy. 
- Więc będziesz miała dziecko z Nicholasem? 
Pokręciłam przecząco głową i na szczęście coś udało mi się powiedzieć przez mój szloch.
 - Nie.. z Justinem. 


___________________________________________________________________________________

No i mamy czternasty rozdział. W sumie naprawdę mi się podoba on. Jest jednym z moich ulubionych. Dużo się dzieję i dużo dziać się na pewno będzie.
Naprawdę chciałabym, aby komentarze się pojawiały z waszymi opiniami. To naprawdę ważne, a gdyby chociaż 1/3 tego co czyta komentowała na pewno byłoby o wiele więcej komentarzy. To jest dla mnie naprawdę motywujące i jeśli pisaliście/tłumaczyliście kiedyś jakieś fanfiction to wiecie co to dla autora znaczy :) 

Co sądzicie o tym rozdziale? 

Zapraszam was również do zapisywania się do INFORMOWANCYH 
oraz polecam przesłuchać PLAYLISTĘ.

No i oczywiście chcę podziękować, którzy z chęcią czytają moje fanfiction i tych co z chęcią piszą opinie. To dla mnie ważne. 


twitter:
drewofskians

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział Trzynasty

komentujcie - to bardzo mnie motywuje do pisania kolejnych rozdziałów. 

+ fajnie by było jakbyście przeczytali notkę pod rozdziałem (kilka newsów)
_________________________________________________________________________________

    Jechaliśmy z ogromną prędkością na autostradzie do Nowego Jorku. Nie miałam bladego pojęcia co się dzieję z moim bratem. Od ostatniego połączenia nie dał znaku życia. Ignorowałam fakt, że Justin prowadził tak szybko, że kilkadziesiąt klaksonów było wciskane przez nas. Więcej niż wtedy kiedy otrzymałam swoje prawo jazdy i Taylor stwierdziła, że skoro je mam to możemy gdzieś pojechać. 
Po kilkunastu minutach przyjechaliśmy pod mój dom. Razem weszliśmy do domu i zaczęliśmy się rozglądać, ale po moim bracie żadnego śladu. 
- Jason?! - krzyknęłam, rozglądając się po całym domu. - Nie wierzę może on to wszystko wymyślił, aby znów coś nam spieprzyć! 
Jeśli to prawda to zabiję tego gówniarza. Martwię się jak nienormalna, Justin o mało nie spowodował wypadku przez niego. Zbiegłam zdenerwowana na dół i weszłam do kuchni gdzie stał mój "chłopak".
- Wątpię w to co mówisz, przeczytaj - powiedział, wręczając mi małą karteczkę. 

Jason znajduję się w Mount Sinai Hospital
100th Street i Fifth Avenue, przy wschodniej ścianie Central Parku. 
- P

- P? Kto to do cholery P? - warknęłam, wsuwając szybko na siebie jeansową kurtkę i wyszłam z domu, a Justin zrobił to od razu po mnie. 
Po kilku minutach znaleźliśmy się pod szpitalem, a ja wysiadłam z samochodu jak poparzona. Razem z Justinem znaleźliśmy się na pogotowiu. Zanim zdążyłam się zapytać o mojego brata, podeszła do mnie niskiego wzrostu dziewczyna. 
- Camille? - spytała, a ja zmarszczyłam brwi i kiwnęłam lekko głową. - Jestem Pheobe, przyjaciółka Jasona, to ja znalazłam go nieprzytomnego w domu.
Oh, więc to jest P z wiadomości na kartce. Dziewczyna mi kogoś przypominała, ale nie mam bladego pojęcia kogo. Jest przyjaciółką mojego brata? Przecież nic nigdy o niej nie mówił, jedynie co to mówił o tym swoim kumplu, ale teraz mam naprawdę ogromne wątpliwości co do jego istnienia.
- Co jest z moim bratem? - spytałam po chwili drżącym głosem, nawet nie zwracając uwagi na to, że Justin obejmował mnie i gładził uspokajająco moją talię.
- Leży na sali obserwacji, jest przytomny.. - wymamrotała niepewnie, jakby coś ukrywała. Nie obchodziło mnie to jakoś, chwyciłam dłoń Justina i skierowałam się do pomieszczenia, w którym przebywał mój brat.
Jason leżał podłączony do różnych urządzeń, a on sam wyglądał tragicznie. Nigdy, ale to nigdy nie byłam świadkiem osób pod wpływem narkotyków, a co dopiero przedawkowania ich. Był cały blady, usta miał suche, a oczy były napełnione strachem i coś podchodzące pod zmęczenie.
- Państwo są z rodziny? - spytała pielęgniarka, która krzątała się przy moim bracie.
- Tak, jestem jego siostrą - mruknęłam, a kobieta uniosła wzrok na Justina.  - A to mój chłopak..
Musiałam wyglądać śmiesznie mówiąc to, bo miałam zmarszczone czoło i brzmiała jakbym mówiła do nauczycielki "mój pies zjadł mi pracę domową".
- Przykro mi, ale na tej sali mogą być wyłącznie osoby z rodziny - powiedziała to oschle, jakbym co najmniej jej odpyskowała. Spojrzałam na Justina i wzruszyłam bezradnie ramionami, a on przytaknął uprzejmie głową(w przeciwieństwie do mnie, bo ja patrzyłam na pielęgniarkę tak jakby przed chwilą mnie spoliczkowała) i wyszedł. Podeszłam do łóżka Jasona, a on spojrzał na mnie i mimo, że spojrzenie miał intensywne - nie potrafiłam odczytać żadnych z jego emocji.
- Camille, przepraszam cię - wymamrotał cicho, patrząc na mnie. - To było głupie, ale byłem z kolegą..
- Z kolegą? - zmarszczyłam brwi, przerywając mu. - Czy raczej z Pheobe?
- Skąd ty.. ona tu nadal jest? Kazałem jej stąd wyjść - warknął, a ja przewróciłam oczami.
- Powiesz mi wreszcie prawdę, Jason?
Nie doczekałam się odpowiedzi, jedynie co to wpatrywał się w ścianę bez żadnych emocji na twarzy.
- Już nigdy tego nie zrobię, Camille.
- Wiem, że nie zrobisz, bo już nigdy nie dostaniesz żadnego towaru od Justina - warknęłam ze złością.
- Co? - parsknął, patrząc na mnie. - Nie będziesz mi mówić co będę robić.
- Nie? Właśnie, że będę i nie obchodzi mnie to co powiesz, Jason przedawkowałeś, wiesz co to mogło znaczyć?
- I co z tego, Justin nadal będzie mi dawał, mamy umowę!
- Pieprzyć umowę Jason, naraziłeś się!
- Pieprzyć? W takim razie mama się o wszystkim dowie - uśmiechnął się szyderczo, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Co? Nie możesz tego zrobić - wymamrotałam tym razem z paniką w głosie.
- Skoro nie ma umowy to czemu mam cię kryć?
Gdy chciałam już coś powiedzieć wtrąciła się ta pielęgniarka-suka i spojrzała na nas.
- Twoja mama została powiadomiona, już niedługo tu będzie.
- Idealnie - mruknął Jason z uśmiechem i spojrzał na mnie. - Koniec twojego głupiego teatrzyku, siostrzyczko
Nie mając już siły wstałam ze stołeczka, patrząc na niego ze łzami w oczach.
- Mogłeś nie dzwonić i zdechnąć, chory ćpunie! - krzyknęłam, nie zwracając uwagi na to, że dookoła leżą inni ludzie i ich rodzina siedząca obok. Wyszłam szybko z sali, nie patrząc na nikogo, a następnie skierowałam się do wyjścia. Nie wiem czy Justin wyszedł za mną, nie obchodziło mnie to, nie obchodził mnie on, nie obchodziło mnie nic. Mimo wszystkiego poczułam ogromne wyrzuty sumienia przez to co powiedziałam Jasonowi.
Byłam już w jakimś miejscu w Central Parku, gdy poczułam oplatające mnie ręce wokół mojego brzucha. Wiedziałam kto to jest, więc odwróciłam się i spojrzałam na jego zmartwioną twarz. Chciałam już coś powiedzieć, ale z moich ust wydobył się głośny szloch.


_________________________________________________________________________________

*rozdział niesprawdzony. 


Cześć wam. Więc dodaję rozdział szybciej niż powinnam, bo planowałam go dodać w weekend. 
Skorzystałam na to, że nie mam żadnej nauki na jutro, więc skończyłam trzynasty rozdział. 
Mam nadzieję, że wam się spodobał. Zauważyliście pewnie, że pojawiła się nowa i tajemnicza bohaterka Pheobe (jeśli chcecie zobaczyć kto nią jest - LINK -) Jak na razie zajmujemy się sprawą dotyczącej Jasonem :) 
Jesteście ciekawi co się stanie, gdy powie Mandy prawdę? Jeśli tak to komentujcie, a rozdział postaram dodać już w ten piątek. 

Oczywiście zachęcam was do zapisywania się do INFORMOWANYCH 

Również z chęcią poczytam opinii na twitterze, dotyczących mojego opowiadania.
Po prostu użyjcie #hauntedbieber czy cokolwiek, lub skomentujcie notkę pod rozdziałem.
Wasze opinię są dla mnie naprawdę ważne, gdyż motywują mnie do następnego rozdziału. 

DZIĘKUJE ZA 20 TYSIĘCY WEJŚĆ I 282 KOMENTARZY
to super uczucie, wiedząc, że ktoś czyta moje fanfiction.

Zapraszam was również na nowe fanfiction pisane przez moją koleżankę. 
Uwierzcie mi, dziewczyna ma miliony pomysłów na opowiadanie. 
Więc gorąco polecam. 
http://black-secret-ff.blogspot.com




drewofskians

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział Dwunasty

bardzo ważne, przeczytajcie notatkę pod rozdziałem. 


    I od mojego zbliżenia z Justinem minęło równo tydzień i od tamtej pory nie miałam zbyt bliższego kontaktu z nim, chociaż cały czas przesiada u nas w domu. Niedługo ferie wiosenne, a po nich testy, które dadzą mi klucz do świata, dla którego poświęciłam tyle lat nauki. Jak ujęła to Taylor "niszczysz sobie życie, wybierając ten kierunek". Może jestem nienormalna, ale zainteresowała mnie matematyka. Zawsze byłam z niej dobra, chociaż na naukę jej musiałam poświęcić dużą część swojego czasu. Mama do jakiegoś momentu była ze mnie dumna, gdy wracała z wywiadówek, na których padały słowa; "Pani córka to bardzo uzdolniona dziewczynka". Nie widzę żadnego powodu, aby tak mówić, bo każdy jest z czegoś dobry. Moją słabością była fizyka. Nie mówię, że jej nie umiałam, ale nie potrafiłam słuchać tego co nas nauczyciel mówi na lekcji. Nie ma nudniejszego przedmiotu.

Siedziałam w swoim pokoju, dokańczając swoją pracę domową. Po chwili usłyszałam sygnał sms-a dobiegający z mojego telefonu. Sięgnęłam go i odczytałam.

Od Justin: 
"Hej mała. Przepraszam za to jak jest. Twoja mama dziś pracuję, więc chciałbym cię gdzieś zabrać." 

Uśmiechnęłam się na widok jego wiadomości, ale zaczęłam się zastanawiać, bo jaka córka tak robi? Te wyrzuty sumienia rozrywały mnie od środka. Ale Justin jest typem mężczyzny, którego każda kobieta chce. 
Wystarczy na niego spojrzeć, chociaż to jest ten mały dodatek. Gdy się go pozna, zobaczy się prawdziwego faceta, z klasą i szacunkiem. Chociaż co do ostatniego nie byłabym taka pewna, ponieważ to co robi mojej mamie nie mogę nazwać dobrym traktowaniem kobiety. Spokojnie, nie zapomniałam, że ja też w tym siedzę. Postanowiłam odpisać Justinowi, więc kliknęłam w pole wiadomości i zaczęłam pisać: 

Do Justin: 
"Hej mały(następnym razem zastanów się nad powitaniem:D). Cóż nie mam nic ciekawego do roboty, więc się zgadzam." 


   Wsunęłam na siebie swoją bluzę i poprawiłam koszulkę do spania, po czym zbiegłam na dół do kuchni, w której siedzieli moja mama, Justin i Jason. Rzuciłam wszystkim krótkie "hej", siadając przy wyspie kuchennej. 
- Dziś będę pracować później niż zwykle. Niedługo mam ważne spotkanie z firmą z Japonii, z którą chcemy zrobić niezły układ - oznajmiła moja mama, a ja nie mogłam ukryć swojego uśmiechu. - Z czego się tak cieszysz Camille? 
O cholera. Wpadłam.
- Nic, po prostu cieszę się, że tak ci się dobrze układa w pracy. - rzuciłam szybko, nie patrząc na nią, aby nie zdradzić swoich purpurowych policzków. - Może wreszcie kupisz mi macbooka, o którego cię proszę od roku. 
Mama nic nie odpowiedziała tylko przewróciła oczami z rozbawieniem, podając mu ciepłe bułki na śniadanie. Poprawiła swoją koszulę i nachyliła się nad Justinem, składając czuły pocałunek na jego ustach. Przysięgam miałam odruch wymiotny, a Jason parsknął głośnym śmiechem, widząc moją minę. Nasza rodzicielka rzuciła nam tylko piorunujące spojrzenie i gdy wzięła swoją torebkę wyszła z domu, zostawiając nas w krępującej ciszy. 
- Dobra, możecie się normalnie zachowywać - wymamrotał rozbawiony Jason, patrząc na naszą dwójkę. - Przecież wiem o was i nie przeszkadza mi to, bo mam z tego niezły deal. 
Zmarszczyłam brwi, patrząc na mojego brata i dopiero zdałam sobie sprawę co ma na myśli. Chciałam już coś powiedzieć, ale przerwał mi Justin.
- Mam dla ciebie trochę - westchnął ciężko, podchodząc do swojej torby z rzeczami i z samego dołu wyciągnął małą paczuszkę z białym proszkiem i dał Jasonowi, a ten uśmiechnął się najszerzej jak potrafił. 
- Żartujecie ze mnie? - warknęłam, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Justin ty nie możesz mu załatwiać narkotyków! Jeszcze taką ilość, przecież to wygląda jakby z dziesięć osób mogło na tym skorzystać! 
- Wyluzuj siostrzyczko - zaśmiał się Jason, a ja spojrzałam na niego ze złością w oczach - Wy macie swój durny romansik, a ja mam inne zapotrzebowania. 
Po swojej durnej i krótkiej uwadze wyszedł z kuchni, prawdopodobnie kierując się do swojego pokoju. 
- Camille - westchnął Justin, patrząc na mnie i podszedł od razu, kładąc dłonie na moich udach. - Wiem, że robię źle, ale zwariowałem na twoim punkcie i jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko, po to, aby cię mieć przy sobie. 
Spojrzałam mu niepewnie w oczy i widziałam w nich szczerość. Co ja złego zrobiłam, aby było tak jak teraz. Mogłoby być normalnie i mogłam spotykać się z Justinem, poznałabym go z moją mamą, a mój brat nie dostawałby narkotyków, które chronią nas przed wyjawieniem całej prawdy. Byłoby tak dobrze, a jednak było tak źle. W takich momentach mogę stwierdzić, że nie nienawidzę swojego życia. Pieprz się! 

   Siedziałam z Justinem w jego samochodzie, a on cały czas śpiewał jakieś swoje ulubione piosenki, próbując co jakiś czas rapować, co mu całkiem wychodziło. Zauważyłam, że lubi Chris'a Brown'a, Jay-z i Lil'a Wayne'a. Perfekcyjnie potrafi zaśpiewać "How to love" i gdy to zrobił nie mogłam przestać go słuchać. Skąd tacy ludzie jak on się biorą? 
- A ty czego słuchasz? - zapytał Justin, ściszając radio. 
- Można powiedzieć, że jestem fanką Beyonce i często słucham Destiny's Child - oznajmiłam, patrząc na niego z delikatnym uśmiechem. - Ale nie mam ulubionego typu muzyki, słucham wszystkiego co przypadnie mi do gustu. 
- Rozumiem - skinął głową z uśmiechem, a ja ułożyłam dłoń na jego udzie. Pragnęłam go dotknąć od naszego ostatniego stosunku. 
- Justin, możesz mi opowiedzieć o tej swojej byłej co naszła mnie w parku? 
- Dlaczego chcesz o niej rozmawiać? - spytał lekko zdezorientowany, a ja wzruszyłam swoimi ramionami. 
- Chciałabym cię poznać, w sumie kompletnie nic o tobie nie wiem. 
- Ugh.. - mruknął zirytowany, przewracając oczami - Więc ja i Dakota byliśmy razem od jakiś trzech lat, zerwałem z nią kilka miesięcy temu. Byłem w niej naprawdę zakochany, chciałem z nią stworzyć rodzinę, ale ona zdradziła mnie z moim najlepszym kumplem Ryan'em Butlerem, który ma żonę. Straciłem z nim kontakt na jakiś czas, ale teraz próbujemy go naprawić. Wracając do rzeczy, Dakoty nie lubili moi rodzice, a gdy dowiedzieli się o zdradzie to sami namawiali mnie do zerwania oświadczyn-
- Czekaj - przerwałam mu, patrząc na niego. - To była twoja narzeczona? 
- Niestety, byłem głupi i zakochany. W każdym razie zrobiłem tak jak rodzice mi powiedzieli i naprawdę czułem się wyzwolony od tego wszystkiego. Skupiłem się bardziej na swoich firmach, które rozbudowałem, ale Dakota nie dawała mi spokoju. Pewnego dnia przyszła do mojego biura i oznajmiła mi, że jest w ciąży-
- Masz dziecko?! - krzyknęłam z niedowierzaniem, znów mu przerywając. 
- Camille, pozwolisz mi dokończyć? - westchnął zirytowanie i przewrócił oczami. - Wiedziała dobrze, że założenie rodziny było moją słabością, zawsze chciałem mieć dziecko, więc postanowiłem wrócić do niej, ale jak się okazało po kilku miesiącach ciąży żadnej nie było. Znienawidziłem ją i kazałem jej wypierdalać. 
- Oh.. - burknęłam cicho, czując jak robię się cała czerwona na twarzy, oczerniając go, że ma dziecko. Nawet nie zauważyłam, a zatrzymaliśmy się przy wielkiej bramie. Justin wpisał kod i wjechał w wielką alejkę, prowadzącą do ogromnego domu. 
- Gdzie my jesteśmy? - spytałam, rozglądając się zaciekawiona po otaczającym mnie miejscu. 
- U moich rodziców - mruknął, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - No co? Chcę, abyś poznała ich. 
- Żartujesz sobie? Justin! - pisnęłam, a on wzruszył ramionami i wysiadł z auta, a po krótkiej chwili otworzył mi drzwi, chwytając moją dłoń. Wszystko dookoła było takie ogromne. Dom(jeśli można tak to nazwać) był cały biały, ale miał niektóre elementy złote i czerwone. Wszystko było takie wyrafinowane i dzięki Bogu, że ubrałam zwykłą białą sukienkę i białe szpilki. Justin powiedział, że jedziemy w bardziej eleganckie miejsce, ale skąd miałam wiedzieć, że do posiadłości jego rodziców?! 
Justin pociągnął mnie w stronę ogromnych drzwi, które od razu otworzyła nam czarno włosa kobieta w białej koszuli i ołówkowej spódnicy. Wyglądała na około trzydzieści lat. 
- Dzień dobry panie Bieber, rodzice czekają już na tarasie - powiedziała miło kobieta, a Justin odwzajemnił jej uśmiech. 
- Charlotte, poznaj moją dziewczynę Camille Cornet.
Chwila.. On nazwał mnie swoją dziewczyną! Jedynie co udało mi się zrobić to uśmiechnąć się do kobiety. 
Szliśmy przez ogromny korytarz, kamienne płytki, szerokie schody. Czułam się jak w tych filmach o księżniczkach, a ten dom był pałacem. Przeszliśmy przez jakąś ogromną część domu i wreszcie weszliśmy na taras, który obejmował piękne widoki jeziora. Nie mam pojęcia gdzie dokładniej jesteśmy, ale to miejsce jest przepiękne. Przy szklanym stole siedziała dwójka starszych, ale eleganckich osób. Justin na ich widok uśmiechnął się szeroko i podszedł bliżej. 
- Mamo, Tato to jest moja dziewczyna - zaczął, przyciągając mnie do swojego boku. - Camille Cornet 
- Jakaś ty piękna! - pisnęła kobieta, widocznie mama mojego chłopaka(chyba mogę go tak nazwać, jeśli on mówi na mnie "moja dziewczyna") i przytuliła mnie mocno - A jaka drobna! 
- Dzień dobry, Pani Bieber - uśmiechnęłam się grzecznie, a ona machnęła rozbawiona dłonią. 
- Mów mi Pattie, a tam jest mój mąż  Jeremy. - Mężczyzna posłał mi przemiły uśmiech, a ja od razu go odwzajemniłam. 
Usiadłam razem z Justinem przy stole i zaczęłam rozmawiać z jego rodzicami. Są przemiłymi ludźmi, darzą chyba każdego szacunkiem. Wiem skąd Justin ma takie geny. Są naprawdę cudownymi osobami. Byli zdziwieni, że wybrałam dziedzinę matematyczną, ale również pod wrażeniem. Nie mieli nic do tego, że między mną a Justinem było siedem lat różnicy. Dowiedziałam się również, że Justin kiedyś był bardzo zbuntowany i rozpieszczony. No i najważniejsze - chodził do szkoły muzycznej i potrafi grać na przeróżnych instrumentach. Ponoć mają w domu salę z jego instrumentami.
Miłą rozmowę przerwał mój telefon. Podniosłam się od stołu, wyciągając go z torebki. 
- Przepraszam na chwilkę - powiedziałam z grzecznym uśmiechem, odchodząc do barierek z dala od nich. Na wyświetlaczu pojawił się Jason, przez chwilę zastanawiałam się czy odebrać, ale w końcu to zrobiłam. 
- Słuchaj Jason, nie mogę teraz rozmawiać. 
- Camille, pomóż mi - usłyszałam słaby głos po drugiej stronie. Jakby płakał.
- Czekaj.. co się stało?
- Proszę pomóż mi - rozpłakał się, a ja zaczęłam drżeć na samą myśl co się stało. - Wziąłem za dużo Camille, jest mi tak słabo. Błagam.. To boli, nie wytrzymuję. 
- Jason?! Jason!
I nic już nie usłyszałam, oprócz przerażającej ciszy..



                       
_________________________________________________________________________________
*zapraszam na świetne fanfiction - http://guardian-fanfiction.blogspot.com/




WAŻNE! 
No i mamy dwunasty rozdział. Nie wiem czy niektórzy wiedzą, ale usunęłam na jakiś czas moje fanfiction. Stwierdziłam, że fabuła jest beznadziejna, ale wreszcie przemyślałam i nie widzę nic w niej złego. Wpadłam na dużo różnych pomysłów, które chcę włączyć w moje opowiadanie. 
Niedługo mam testy, ale co tydzień w weekendy, będę starała się dodawać nowe rozdziały.
Oczywiście liczę też na dużo komentarzy, szczególnie, że niedługo dobiję 20K odwiedzających mojego bloga. Bardzo wam dziękuje i KOMENTUJCIE, bo nie macie pojęcia jak bardzo mnie to motywuję. 
zapraszam do zakładki - informowani, abym mogła was znaleźć na twitterze.
Dziękuje. 
Drewofskians





wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział Jedenasty


    rozdział zawiera wątki erotyczne.

    - Pragnę cię - wymamrotał Justin, całując moją rozgrzaną skórę. - Oh, mała
Pocałunki Justina są takie delikatne, czułe i dają mi ogromną przyjemność. Jego usta są stworzone wprost dla mnie. Chłopak oderwał  się ode mnie, patrząc mi prosto w oczy. Wtedy poczułam coś co ciągnie mnie do niego, poczułam podniecenie i pragnienie, które jest między nami. Widocznie Justin poczuł to samo, bo jego oczy pociemniały. Cały czas leżał na mnie, a ja wręcz czułam jego erekcję co sprawiało, że jeszcze bardziej pragnęłam go. W głębi siebie czułam ogromną wyższość, że to ja doprowadziłam go do takiego stanu.
Nasze usta połączyły się, przekazując między sobą głodne pożądania uczucie. Wplątałam obie dłonie w gęste włosy Justina i usiadłam okrakiem na nim, a on wstał, nie puszczając mnie i poszedł w stronę mojego pokoju. Gramy z ogniem, ale podoba mi się - on jest obawą, ale nie dbam o to szczególnie.
Nie zauważyłam nawet, a Justin już rzucił mnie na własne łóżko. Zdjął swoją koszulkę, ukazując idealnie wyrzeźbione ciało i mnóstwo tatuaży, które sprawiały, że ten człowiek stawał się czymś więcej niż ideałem. Nie będę gorsza i postanawiam zsunąć z siebie koszulkę, a widząc minę Justina -  stał tam nagi od pasa w górę i analizował mnie jakbym była czymś drogim, albo niespotykanym. Po chwili uniósł swoje kąciki ust w szelmowski uśmiech i nachylił się nade mną, przykładając wargi do mojego ucha.
- Mimo wszystko co robimy, takie chwile są dla mnie niebem - wymruczał, składając pocałunek na miejscu pod moim uchem. - Jesteś taka piękna Camille
Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc mu w oczy i przejechałam palcami wzdłuż jego torsu, okrążając jego pępek, aż dojechałam nimi do rozporka. Powoli go rozpięłam, cicho wzdychając i moim oczom ukazały się bokserki, a pod nimi twardy, duży wzwód Justina. Hmm.. to na prawdę dzięki mnie. Przez tą myśl poczułam jak moje policzki przybierają czerwonego koloru. Naprawdę podobam się Justinowi Bieberowi.
Chłopak chyba ponownie postanowił przejąć inicjatywę i zsunął moje spodnie, zaczynając całować moją szyję. Jego palce zaczepiły się o moje koronkowe figi i w takim momencie dzięki Bogu, że założyłam je. Justin spojrzał w dół i zachichotał cicho. Jezu, ten dźwięk był przyjemnością dla moich uszu.
Zanim się zorientowałam byłam już całkiem naga, a Justin stał znów mnie analizując swoim wygłodniałym wzrokiem. Szybkim ruchem zsunął z siebie bokserki i z kieszeni wyciągnął portfel, a z niego małą paczuszkę. No tak prezerwatywy.
Ze sprawnością otworzył szybko paczkę i po chwili nachylił się nade mną, czule całując moje wargi.
Wsunął delikatnie dłonie pod moje plecy, lekko mnie unosząc. Schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi i złożyłam namiętny pocałunek na jego skórze, zasysając ją delikatnie, gdy on w tym samym czasie wszedł we mnie bardzo powoli. Z moich ust wydobył się cichy jęk i oplotłam Justina nogami w pasie. Poruszał się coraz szybciej, a ja korzystałam z tego uczucia jak najbardziej potrafiłam.
Czułam tyle emocji - pożądanie, podniecenie, przyjemność, strach oraz adrenalinę. W każdej chwili mogła zjawić się moja mama, ale jakoś tym za bardzo się nie przejmowałam. Facet marzeń każdej kobiety właśnie uprawia ze mną namiętny seks. Wplątałam palce w jego włosy, pociągając za nie delikatnie, a Justin przyśpieszył ruchy biodrami, powodując automatycznie, że ja dodałam ruchy swoich.
Zacisnęłam się wokół Justina, wydając z siebie głośny, przeciągły jęk i tym samym powodując jego orgazm.


   Leżałam na swoim łóżku z głową na klatce piersiowej Justina. Jego palce jeździły wzdłuż mojego kręgosłupa, powodując przyjemne mrowienie.
- Nadal mnie bardzo nie lubisz? - Wymamrotał Justin, a w jego głosie można było usłyszeć rozbawienie.
- Mhm.. - wymruczałam, mając przymknięte powieki. - Było całkiem fajnie.
- Całkiem fajnie? Oh Camille, widziałem na zdjęciach twojego byłego - Mruknął, a ja wzdrygnęłam się od razu i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Jestem lepszy
- Czekaj.. grzebałeś w moich rzeczach?
- Nie, twoja mama mi pokazywała jakieś zdjęcia i akurat byłaś na nim ty i tamten gościu - Wyjaśnił, a ja skinęłam głową i wtuliłam się ponownie w niego.
- Nieważne, nie lubię o nim rozmawiać - Westchnęłam ciężko, jeżdżąc palcami po jego tatuażu pod obojczykiem. - To bezduszny dupek
- Opowiedz mi o tym - poprosił, przeczesując moje włosy. - Chcę wiedzieć jakich błędów mam nie popełniać..
On nie chce popełniać tych samych błędów co Nicholas? Czyli jednak mu zależy. Oczywiście, że mu zależy, bo zrobił tą całą szopkę dla mnie. Ale czy ja jestem gotowa ponownie darzyć kogoś uczuciem? Szczególnie faceta, który rzekomo jest partnerem mojej własnej rodzicielki.
- To skomplikowane. Nicholas był moją pierwszą miłością i byłam w nim naprawdę zakochana - Urwałam, wzdychając ciężko. - Wiesz wszystkie pierwsze razy, ale pewnego dnia pojawiła się w naszej szkole Charlotte.. - przerwałam swoją historię, gdyż Justin cały czas uśmiechał się durnie. Uniosłam swoje brwi, przybierając minę "Mam coś na twarzy?"
- Słucham cię.. przepraszam, ale kiedy mówisz i skupiasz się na tym stajesz się taka urocza i zawzięta - zachichotał cicho, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Jeju, jego śmiech był czymś cudownym i zaraźliwy tak samo jak jego uśmiech. - Kontynuuj
- No więc Charlotte to piękna, brytyjska dziewczyna w moim wieku. Zazwyczaj się brała za coś czego nie mogła mieć i kiedy dowiedziała, że Nick jest zajęty to postanowiła, że zabierze się za niego - Mruknęłam z oburzeniem, marszcząc swój nos - No i tak niestety się stało, dopięła swego i Nicholas mnie zdradził z nią, nie raz i po prostu zerwał ze mną, twierdząc, że jestem beznadziejną dziewczyną i nie potrafię dorosnąć Charlotte do pięt
Justin pokręcił głową z niedowierzaniem, głaszcząc mnie po plecach i musnął moją zmarszczkę między brwiami.
- Nigdy, ale to nigdy Camille nie pozwól, aby taki palant wmawiał ci, że jesteś bezwartościowa - Mruknął z oburzeniem, ciężko wzdychając. - Jesteś na prawdę cudowną osobą, która jest pewna siebie i taka piękna
Justin jest mistrzem w doprowadzaniu do mojej nieśmiałości. Posłałam mu delikatny uśmiech i musnęłam jego wargi. Po chwili mój telefon zabrzęczał na znak, że przyszedł do mnie sms.
Chwyciłam z niechęcią telefon i westchnęłam ciężko na jego treść:


Od Mama: 
Hej Camille. Wracam już do domu, jeśli nie śpisz otwórz mi drzwi. Zapomniałam kluczy.




- Cóż wracamy do naszej chorej zabawy - Wymamrotałam, patrząc z wymuszonym uśmiechem na Justina. 
- Mała, obiecuję ci, że rozwiąże to wszystko - Wyszeptał z wyrzutem winy. - Zrobię wszystko dla ciebie, aby nie być kolejnym dupkiem na twojej liście. 




A więc macie kolejny rozdział. Przepraszam, że długo nie dodawałam - 
strasznie ciężko było mi pisać ten rozdział z powodu wątków erotycznych. 
Mam nadzieję, że jakoś sobie poradziłam. 
Chciałam wam podziękować również za prawie 17,5K wejść na to opowiadanie. 
Zachęcam was do komentarzy, ponieważ na prawdę bardzo mnie satysfakcjonują. 
No i nie zapominajcie się zapisywać do informowanych.
Do następnego - drewofskians.

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział Dziesiąty


  NOTKA POD ROZDZIAŁEM



   - Proszę cię o jedno, daj spokój mojemu chłopakowi.. chyba wiadome, że robi sobie z ciebie żarty skarbie, nie tylko z ciebie.. - usłyszałam od kobiety, która podeszła do mnie po rozmowie z Justinem. - Tylko spójrz..
Nie miałam nawet szansy odpowiedzieć, bo szatynka podeszła do Justina i po prostu na moich oczach go pocałowała. Chłopak nic sobie z tego nie zrobił, nawet jej nie odepchnął. Nie wierzę. Ten dupek miał czelność bawić się mną i moją matką. Wstałam ze swojego miejsca i szybkim krokiem poszłam przed siebie. Zrobił to specjalnie! Zaciągnął mnie tutaj, wiedząc, że będzie tu jego dziewczyna i chciał zrobić ze mnie idiotkę. Udało mi się. Czuję się tak żałośnie.
  Kiedy wróciłam do domu, byłam pełna złości. Nie zauważyłam nawet mojej mamy, która stała uśmiechnięta w kuchni. Wróciła? Cholera. Nie. Czemu akurat teraz?
- Hej córko, może trochę milej - zachichotała moja mama, a ja wymusiłam uśmiech, przytulając ją delikatnie. Po kilku minutach wszedł Justin, trzaskając drzwiami i chyba tak samo zareagował na moją mamę jak ja. Nic nie powiedział, ale podszedł do niej i pocałował ją delikatnie w usta.
Przewróciłam oczami, odwracając się w stronę lodówki i wyciągnęłam jogurt oraz musli z szafki.
- Dostałam awans! - pisnęła radośnie kobieta, a ja odwróciłam się do niej i uśmiechnęłam się delikatnie. Chciałam jej już pogratulować, ale Justin był szybszy i objął moją matkę, muskając ponownie jej wargi.
- W takim razie powinniśmy to uczcić. - zaproponował Justin, a moja mama posłała mu pełne miłości spojrzenie. Boże.. jaka ona była w nim zakochana.
- Musielibyśmy przełożyć to na jutro. Dziś mam spotkanie z całą firmą, a jest to impreza tylko dla pracowników, tam honorowo awansuję.
- W porządku w takim razie jutro, zostanę tu i poczekam na ciebie.
Kurwa mać nie. Wyszłam szybko ze kuchni, idąc do góry i wyciągnęłam telefon, pisząc sms-a do Taylor.

Do Tay: 

Jesteś w domu? Mogę u Ciebie nocować? 

Od Tay: 

Przepraszam, ale nie. Idę dziś rozmawiać Davidem. Między nami nie jest dobrze. 


Cholera, byłam tak zawzięta tą całą sprawą z Justinem, że nawet nie zainteresowałam się tym co jest pomiędzy Taylor a jej chłopakiem. Postanowiłam, że odezwę się do niej jutro i porozmawiam z nią o tym. Cudownie. Znów sam na sam z Justinem. Przecież ten człowiek sprawia, że chcę mi się krzyczeć z przyjemności i z frustracji. 

   Moja mama i Justin robili razem obiad. Siedziałam w salonie obok Jasona. Nie wiedziałam jak się przy nim mam zachowywać, kiedy on o wszystkim wie. 
- Więc nie przeszkadza ci to? - spytał po chwili mój brat, a ja wzruszyłam ramionami. 
- Między mną a nim to wszystko skończone. To był jeden raz, głupi błąd. 
Jason skinął głową, ale raczej w ogóle go to nie interesowało. Cieszył się, że ma z tego jakiś pożytek. 
Oczywiście jak to ja, musiałam nakryć do stołu. Justin wyglądał cały czas jakby chciał mi coś powiedzieć, ale ignorowałam jego gesty. Usiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy jeść. Mama i Justin cały czas rozmawiali, a ja i Jason byliśmy jakby nieobecni. Możliwe, że jednak on też czuł dziwny dyskomfort w stosunku związku naszej rodzicielski. Kiedy wszyscy spożyli już obiad, zaczęłam sprzątać brudne naczynia. Moja mama szykowała się w łazience, a Justin i Jason grali w konsolę. Naprawdę nigdy nie przestanie mnie dziwić jaki mój brat jest - po pierwsze szantażuje nas, po drugie staje się nagle cichy, gdy przychodzi co do czego, a po trzecie po tym wszystkim gra sobie z Justinem, jakby nigdy nic się nie stało. 


  Gdy moja mama wyszła, Jason znów poszedł do swojego kolegi. To dziwne, że on cały czas spędza u niego tyle godzin. Po za tym nigdy go nie spotkałam, a po moim bracie można się naprawdę dużo spodziewać. Mimo, że czuję odrazę do niego to się martwię. Wiem, że ćpa, a to już jest ogromny powód do zmartwień. Przez te kilka dni wszystko się zmieniło. Pojawił się Justin. Zaniedbałam moją przyjaciółkę. To co robiłam swojej matce przygnębiało mnie najbardziej, a najgorsze jest to, że ja naprawdę nie umiałam przestać. Siedziałam tak w salonie, oglądając telewizję, która w ogóle mnie nie interesowała. Miałam nadzieję, że Justin jakoś przestanie już się mną interesować, ale cóż mój los uwielbia robić mi na przekór.
- Camille - mruknął, wchodząc do salonu. - Musisz mnie posłuchać, wiem jak to wyglądało..
- Nie Justin, to nie wyglądało, to tak było. Zrobiłeś ze mnie idiotkę i bawisz się uczuciami mojej matki!
- Kurwa mać wcale tak nie było! - krzyknął z wyrzutem. - To moja była, Dakota..
- Nie obchodzi mnie kto to był - mruknęłam, patrząc na Justina. - Nie dam tobie robić z siebie idiotki, bo jesteś nikim! Dupkiem, który myśli, że może mieć każdą dziewczynę na ziemi, ja i moja mama nie jesteśmy zabawkami, Justin.
Chłopak patrzył na mnie w lekkim szoku i pokręcił przecząco głowa, podchodząc bliżej mnie.
- Nie jest tak. Dakota to przeszłość. To ty się liczysz.. Twoja mama jest wspaniałą kobietą i zasługuję na starszego, lepszego mężczyznę - wymamrotał, nieśmiało patrząc mi w oczy. - Ty też zasługujesz na kogoś innego, ale nie chcę by był ktoś inny. Boże sam nie wiem co ja mówię, ale chcę żebyś wiedziała, że ta sprawa w parku była pomyłką. Powiedziałem Dakocie, że jestem z tobą, czyli moją dziewczyną, a ona po prostu zareagowała tak jak zwykle, gdy ktoś staję się ważniejszy od niej.
- Nazwałeś mnie swoją dziewczyną? - wymamrotałam z niedowierzaniem, marszcząc delikatnie brwi. Justin jedynie skinął głową, nie patrząc na mnie.
To był jeden z tych widoków, które zmiękczyło moje serce. On - nieśmiały, bezbronny i zawstydzony tym do czego właśnie się przyznał. Spojrzałam na niego z rozbawieniem, oblizując swoje wargi.
- Jesteś niemożliwy, ale czemu ta cała Dakota miałaby to robić?
- Po pierwsze jest cholernie zazdrosna o mnie, nie może przeżyć, że już dawno się rozstaliśmy, tyle razy próbowała różnych sposobów abym wrócił. - przewrócił oczami, wzruszając bezradnie ramionami. - Po drugie jesteś piękna.
Na jego komplement zarumieniłam się i zassałam swoją dolną wargę, spuszczając wzrok na swoje paznokcie. Justin jest przykładem faceta, który doprowadzi cię do frustracji i szaleństwa na jego punkcie.
Nagle poczułam jego dłonie na swoich biodrach, przysuwając mnie do siebie. Posadził mnie na swoich kolanach i przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze. Pieprzę to. Wpiłam się po chwili czule w jego usta, przyciskając maksymalnie swoje ciało do jego i automatycznie poruszyłam swoimi biodrami...


Cześć! Dostajecie szybciej rozdział taki prezent ode mnie, ponieważ jutro mam urodziny haha. 

Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam, że rozdział znów jest krótki. 
Cieszę się, że coraz częściej komentujecie, a im więcej takich komentarzy tym szybciej dostajecie rozdziały.

Więc mam nadzieję, że jakoś po weekendzie będzie dużo komentarzy, a ja wam napiszę nowy i tym razem dłuższy rozdział. 
Zapraszam was na mojego twittera i tam możecie zawsze zadać pytanie, albo jakieś pomysły, cokolwiek. 

Oraz zapisujcie się do informowanych. 


drewofskians 


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział Dziewiąty

 

*notka pod rozdziałem, to ważne!*


    Przysięgam widząc tego chłopaka pęka we mnie wszystko, moje emocje buzują, ale nienawiścią.
Szybko chowam twarz w dłoniach, aby chłopak mnie nie zauważył. Ale na próżno. Wyglądał jakby już wiedział gdzie siedzę i że tu w ogóle jestem.
-  Camille! - wykrzyczał radośnie, a ja uniosłam wzrok zdezorientowana. Co ten idiota sobie myślał. - Dawno się nie widzieliśmy prawda?
- Mi to nie przeszkadzało. - burknęłam, modląc się w duchu o to, aby zauważył moją nie chęć do niego i sobie poszedł.
- Ta sama słodka i uprzejma Camille. - wymamrotał z sarkazmem, ale jego uśmieszek nadal nie schodził mu z twarzy. - Wyładniałaś.
Przewróciłam oczami, odgarniając włosy do tyłu i spojrzałam po chwili na Taylor.
- Posłuchaj mnie, po co tu przylazłeś? - warknęła Tay, odwracając wzrok na Nicholasa. - Z tego co wiem Charlotte wróciła już ze swoich wakacji.
- Oh Charlotte.. ona dla mnie nic nie znaczyła. Zależy ma na Camille, przecież nic takiego się nie stało. Jesteśmy młodzi i chcę ją znów jako moją dziewczynę.
- Twój pech, bo już kogoś mam. - parsknęłam po chwili, a Taylor razem z Nicholasem spojrzeli w szoku na mnie. Sama nie wiem czemu to powiedziałam. Boże, Justin...
- Mała, to nie koniec. - mruknął do mojego ucha, a później uśmiechnął nonszalancko do nas i wyszedł z The Grey Dog.
- Co za dupek. - mruknęła Tay
Nie odpowiedziałam już nic, miałam dość tego wszystkiego.
  Gdy pożegnałam się z Taylor wróciłam do swojego domu. Pogoda jest beznadziejna. Tak samo jak mój humor. Weszłam do środka i spojrzałam na Justina, który był gotowy do wyjścia. Westchnęłam ciężko i nie wiem czemu poczułam się głupio. Nie wiem czy był zły na mnie czy po prostu dobity tym wszystkim.
- Hej. - wymamrotałam, patrząc na niego i próbowałam wybadać jego reakcję.
- Hej.
- Więc wychodzisz gdzieś? - spytałam.
- Tak. - skinął głową, patrząc niepewnie na mnie. - Uhm, może chciałabyś wybrać się ze mną?
Kiwnęłam głową, zgadzając się z jego pomysłem. W głębi duszy byłam rozluźniona faktem, że nie jest zły na mnie. Chwycił swoją bluzę, posyłając mi lekki uśmiech i podał mi moją jeansową kurtkę. - Ubierz ją, trochę wieje.
Chciałam go pocałować. Nie wiem czemu. Boże jest taki cudowny. Co ja w ogóle mówię? Moja świadomość daje mi mocnego sierpowego w twarz i zakładam na siebie kurtkę. Wyszliśmy z domu i po chwili znaleźliśmy się w aucie Justin'a. Przypomniało mi się jak właśnie to auto widziałam wtedy pod klubem.
Zerknęłam na Justina, który w skupieniu prowadził samochód. Wyglądał tak cudownie.


Jechałem w stronę Central Parku, aby po prostu się rozluźnić. Cieszę się, że wpadłem na Camille, bo ponownie będę mógł spędzić z nią czas. Zerknąłem na nią z lekkim uśmiechem i wróciłem wzrokiem na drogę. Była taka niewinna, słodka i w tym samym czasie seksowna. W takich chwilach żałuję, że wpadłem na ten głupi pomysł z Mandy. Może teraz byśmy jechali jako para, albo przynajmniej dwójka ludzi, którzy pociągają siebie nawzajem i nie muszą się przed nikim ukrywać. Jestem beznadziejnym dupkiem.
Nieważne, muszę zrobić kolejny krok. Nie mogę tak stać w jednym miejscu. Potrzebuję tej dziewczyny w moim życiu.
 Położyłem swoją dłoń na udzie Camille, a ona po prostu chwyciła swoją dłonią moją i splątała razem nasze palce. Żadne z nas się nie odzywało. W sumie cała atmosfera była napięta, ale jednak poczułem ulgę, gdy blondynka nie odrzuciła mojego gestu.
   Przechadzaliśmy się po alei prowadzącej do placyku, na którym ludzie siedzieli na kocach i robili swoje własne pikniki.
- Szkoda, że nie wzięliśmy nic do jedzenia. - w głosie Camille można było usłyszeć rozczarowanie małego dziecka, które nie dostało swojej ulubionej zabawki.
- Jest tam taka dobra budka z fast foodem, mają naprawdę dobre frytki.
Mina Cam momentalnie zmieniła się w uśmiechniętą. To słodkie i śmieszne co jedzenie robiło z tą dziewczyną.
Znaleźliśmy wolne miejsce na miękkiej trawie. Rozłożyłem bluzę na niej i wskazałem ręką na bluzę, aby Camille mogła usiąść. Dziewczyna po chwili namysłu usiadła, a ja poszedłem po frytki i colę.
Zerknąłem kątem oka na Camille, która rozglądała się z delikatnym uśmiechem. Chciałbym, żeby była moja. Kurwa mać.
Wróciłem do niej i usiadłem obok, podając jej frytki.
- Smacznego.
- Dziękuję. - odpowiedziała z uśmiechem, zaczynając wcinać swoje frytki. - Chyba robią je własnym przepisem z ziemniaków, bo są cholernie dobre!
Zaśmiałem się cicho, widząc jak Camille smakują frytki i wziąłem jedną, zaczynając jeść.
Przez kilkanaście minut rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Było tak spokojnie i normalnie.
Nie wytrzymałem i przysunąłem ją na swoje kolana, czule wpijając się w jej wargi. Wbrew moim obawom, Camille odwzajemniła pocałunek. Owinęła ręce wokół mojej szyi, a ja ścisnąłem dłonie na jej biodrach, uśmiechając się lekko w jej usta. Po chwili blondynka oparła swoje czoło o moje, uśmiechając się delikatnie. Nic już nie mówiła, po prostu patrzyła mi w oczy z tym swoim perfekcyjnym uśmiechem.
- Chciałabyś coś jeszcze zjeść? - spytałem po chwili, muskając swoim nosem jej.
- W sumie te frytki były naprawdę dobre. - zachichotała cicho, a ja kiwnąłem z rozbawieniem głową i wstałem z miejsca, idąc do budki. Stojąc w kolejce, poczułem, że ktoś szturcha mnie w ramię, myśląc, że jest to Camille odwróciłem się, ale niestety tak nie było.
- Jay! - pisnęła moja była - Dakota. - Co ty tutaj robisz?
O Boże. Ta kobieta była głupsza niż but. Nie ma takiego porównania, by opisać jaka ona jest głupia.
Co ona tutaj robi? Po co? Czemu akurat teraz.
- Jestem tutaj z kimś. - burknąłem, nie patrząc na nią.
- Oh, ze swoją nową dziewczyną? Chcę ją poznać! - parsknęła, krzyżując ręce na swoich piersiach. Boże pomóż. Odwróciłem się do niej, posyłając jej szyderczy uśmiech i wskazałem na siedzącą Camille.
- Widzisz ją? To jest moja dziewczyna, jest piękna, mądra i cudowna. Kompletnie przeciwieństwo ciebie, Dakoto. Więc teraz możesz już iść i dać mi spokój.
Najwidoczniej moje słowa ją zabolały i po prostu zniszczyły jej dumę, więc odeszła. Skłamałem o Camille, tak jakby. Bo nie jest moja. Kiedy kupiłem frytki, ponownie ktoś podszedł do mnie. Ten ktoś to Dakota - znów. Kurwa, ta dziewczyna naprawdę jest cholernym wrzodem na dupie.
Nic nie powiedziała, tylko posłała mi uśmiech i wpiła się czule w moje usta. Upuściłem frytki, które miałem , a gdy chciałem odepchnąć Dakotę - ona, po prostu odeszła bez słowa. Wtedy zorientowałem się, że to wszystko widziała Camille..



Hej, macie o to krótki dziewiąty rozdział. Musicie mi wybaczyć, ale byłam na Dance Campie, na którym nie miałam dostępu do laptopa i żeby napisać rozdział. Cały czas widziałam wasze komentarze z pytaniami o kolejny rozdział. Spięłam się i szybko napisałam. Nie sprawdziłam go jeszcze, ale mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu się wam podoba. 


Oczywiście zapraszam was do zapisywania się do INFORMOWANYCH. 
- drewofskians

 

Tekst

Kobiety są łatwe do zdobycia - wystarczy dobrze zastawić sidła.