poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział Trzynasty

komentujcie - to bardzo mnie motywuje do pisania kolejnych rozdziałów. 

+ fajnie by było jakbyście przeczytali notkę pod rozdziałem (kilka newsów)
_________________________________________________________________________________

    Jechaliśmy z ogromną prędkością na autostradzie do Nowego Jorku. Nie miałam bladego pojęcia co się dzieję z moim bratem. Od ostatniego połączenia nie dał znaku życia. Ignorowałam fakt, że Justin prowadził tak szybko, że kilkadziesiąt klaksonów było wciskane przez nas. Więcej niż wtedy kiedy otrzymałam swoje prawo jazdy i Taylor stwierdziła, że skoro je mam to możemy gdzieś pojechać. 
Po kilkunastu minutach przyjechaliśmy pod mój dom. Razem weszliśmy do domu i zaczęliśmy się rozglądać, ale po moim bracie żadnego śladu. 
- Jason?! - krzyknęłam, rozglądając się po całym domu. - Nie wierzę może on to wszystko wymyślił, aby znów coś nam spieprzyć! 
Jeśli to prawda to zabiję tego gówniarza. Martwię się jak nienormalna, Justin o mało nie spowodował wypadku przez niego. Zbiegłam zdenerwowana na dół i weszłam do kuchni gdzie stał mój "chłopak".
- Wątpię w to co mówisz, przeczytaj - powiedział, wręczając mi małą karteczkę. 

Jason znajduję się w Mount Sinai Hospital
100th Street i Fifth Avenue, przy wschodniej ścianie Central Parku. 
- P

- P? Kto to do cholery P? - warknęłam, wsuwając szybko na siebie jeansową kurtkę i wyszłam z domu, a Justin zrobił to od razu po mnie. 
Po kilku minutach znaleźliśmy się pod szpitalem, a ja wysiadłam z samochodu jak poparzona. Razem z Justinem znaleźliśmy się na pogotowiu. Zanim zdążyłam się zapytać o mojego brata, podeszła do mnie niskiego wzrostu dziewczyna. 
- Camille? - spytała, a ja zmarszczyłam brwi i kiwnęłam lekko głową. - Jestem Pheobe, przyjaciółka Jasona, to ja znalazłam go nieprzytomnego w domu.
Oh, więc to jest P z wiadomości na kartce. Dziewczyna mi kogoś przypominała, ale nie mam bladego pojęcia kogo. Jest przyjaciółką mojego brata? Przecież nic nigdy o niej nie mówił, jedynie co to mówił o tym swoim kumplu, ale teraz mam naprawdę ogromne wątpliwości co do jego istnienia.
- Co jest z moim bratem? - spytałam po chwili drżącym głosem, nawet nie zwracając uwagi na to, że Justin obejmował mnie i gładził uspokajająco moją talię.
- Leży na sali obserwacji, jest przytomny.. - wymamrotała niepewnie, jakby coś ukrywała. Nie obchodziło mnie to jakoś, chwyciłam dłoń Justina i skierowałam się do pomieszczenia, w którym przebywał mój brat.
Jason leżał podłączony do różnych urządzeń, a on sam wyglądał tragicznie. Nigdy, ale to nigdy nie byłam świadkiem osób pod wpływem narkotyków, a co dopiero przedawkowania ich. Był cały blady, usta miał suche, a oczy były napełnione strachem i coś podchodzące pod zmęczenie.
- Państwo są z rodziny? - spytała pielęgniarka, która krzątała się przy moim bracie.
- Tak, jestem jego siostrą - mruknęłam, a kobieta uniosła wzrok na Justina.  - A to mój chłopak..
Musiałam wyglądać śmiesznie mówiąc to, bo miałam zmarszczone czoło i brzmiała jakbym mówiła do nauczycielki "mój pies zjadł mi pracę domową".
- Przykro mi, ale na tej sali mogą być wyłącznie osoby z rodziny - powiedziała to oschle, jakbym co najmniej jej odpyskowała. Spojrzałam na Justina i wzruszyłam bezradnie ramionami, a on przytaknął uprzejmie głową(w przeciwieństwie do mnie, bo ja patrzyłam na pielęgniarkę tak jakby przed chwilą mnie spoliczkowała) i wyszedł. Podeszłam do łóżka Jasona, a on spojrzał na mnie i mimo, że spojrzenie miał intensywne - nie potrafiłam odczytać żadnych z jego emocji.
- Camille, przepraszam cię - wymamrotał cicho, patrząc na mnie. - To było głupie, ale byłem z kolegą..
- Z kolegą? - zmarszczyłam brwi, przerywając mu. - Czy raczej z Pheobe?
- Skąd ty.. ona tu nadal jest? Kazałem jej stąd wyjść - warknął, a ja przewróciłam oczami.
- Powiesz mi wreszcie prawdę, Jason?
Nie doczekałam się odpowiedzi, jedynie co to wpatrywał się w ścianę bez żadnych emocji na twarzy.
- Już nigdy tego nie zrobię, Camille.
- Wiem, że nie zrobisz, bo już nigdy nie dostaniesz żadnego towaru od Justina - warknęłam ze złością.
- Co? - parsknął, patrząc na mnie. - Nie będziesz mi mówić co będę robić.
- Nie? Właśnie, że będę i nie obchodzi mnie to co powiesz, Jason przedawkowałeś, wiesz co to mogło znaczyć?
- I co z tego, Justin nadal będzie mi dawał, mamy umowę!
- Pieprzyć umowę Jason, naraziłeś się!
- Pieprzyć? W takim razie mama się o wszystkim dowie - uśmiechnął się szyderczo, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Co? Nie możesz tego zrobić - wymamrotałam tym razem z paniką w głosie.
- Skoro nie ma umowy to czemu mam cię kryć?
Gdy chciałam już coś powiedzieć wtrąciła się ta pielęgniarka-suka i spojrzała na nas.
- Twoja mama została powiadomiona, już niedługo tu będzie.
- Idealnie - mruknął Jason z uśmiechem i spojrzał na mnie. - Koniec twojego głupiego teatrzyku, siostrzyczko
Nie mając już siły wstałam ze stołeczka, patrząc na niego ze łzami w oczach.
- Mogłeś nie dzwonić i zdechnąć, chory ćpunie! - krzyknęłam, nie zwracając uwagi na to, że dookoła leżą inni ludzie i ich rodzina siedząca obok. Wyszłam szybko z sali, nie patrząc na nikogo, a następnie skierowałam się do wyjścia. Nie wiem czy Justin wyszedł za mną, nie obchodziło mnie to, nie obchodził mnie on, nie obchodziło mnie nic. Mimo wszystkiego poczułam ogromne wyrzuty sumienia przez to co powiedziałam Jasonowi.
Byłam już w jakimś miejscu w Central Parku, gdy poczułam oplatające mnie ręce wokół mojego brzucha. Wiedziałam kto to jest, więc odwróciłam się i spojrzałam na jego zmartwioną twarz. Chciałam już coś powiedzieć, ale z moich ust wydobył się głośny szloch.


_________________________________________________________________________________

*rozdział niesprawdzony. 


Cześć wam. Więc dodaję rozdział szybciej niż powinnam, bo planowałam go dodać w weekend. 
Skorzystałam na to, że nie mam żadnej nauki na jutro, więc skończyłam trzynasty rozdział. 
Mam nadzieję, że wam się spodobał. Zauważyliście pewnie, że pojawiła się nowa i tajemnicza bohaterka Pheobe (jeśli chcecie zobaczyć kto nią jest - LINK -) Jak na razie zajmujemy się sprawą dotyczącej Jasonem :) 
Jesteście ciekawi co się stanie, gdy powie Mandy prawdę? Jeśli tak to komentujcie, a rozdział postaram dodać już w ten piątek. 

Oczywiście zachęcam was do zapisywania się do INFORMOWANYCH 

Również z chęcią poczytam opinii na twitterze, dotyczących mojego opowiadania.
Po prostu użyjcie #hauntedbieber czy cokolwiek, lub skomentujcie notkę pod rozdziałem.
Wasze opinię są dla mnie naprawdę ważne, gdyż motywują mnie do następnego rozdziału. 

DZIĘKUJE ZA 20 TYSIĘCY WEJŚĆ I 282 KOMENTARZY
to super uczucie, wiedząc, że ktoś czyta moje fanfiction.

Zapraszam was również na nowe fanfiction pisane przez moją koleżankę. 
Uwierzcie mi, dziewczyna ma miliony pomysłów na opowiadanie. 
Więc gorąco polecam. 
http://black-secret-ff.blogspot.com




drewofskians

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział Dwunasty

bardzo ważne, przeczytajcie notatkę pod rozdziałem. 


    I od mojego zbliżenia z Justinem minęło równo tydzień i od tamtej pory nie miałam zbyt bliższego kontaktu z nim, chociaż cały czas przesiada u nas w domu. Niedługo ferie wiosenne, a po nich testy, które dadzą mi klucz do świata, dla którego poświęciłam tyle lat nauki. Jak ujęła to Taylor "niszczysz sobie życie, wybierając ten kierunek". Może jestem nienormalna, ale zainteresowała mnie matematyka. Zawsze byłam z niej dobra, chociaż na naukę jej musiałam poświęcić dużą część swojego czasu. Mama do jakiegoś momentu była ze mnie dumna, gdy wracała z wywiadówek, na których padały słowa; "Pani córka to bardzo uzdolniona dziewczynka". Nie widzę żadnego powodu, aby tak mówić, bo każdy jest z czegoś dobry. Moją słabością była fizyka. Nie mówię, że jej nie umiałam, ale nie potrafiłam słuchać tego co nas nauczyciel mówi na lekcji. Nie ma nudniejszego przedmiotu.

Siedziałam w swoim pokoju, dokańczając swoją pracę domową. Po chwili usłyszałam sygnał sms-a dobiegający z mojego telefonu. Sięgnęłam go i odczytałam.

Od Justin: 
"Hej mała. Przepraszam za to jak jest. Twoja mama dziś pracuję, więc chciałbym cię gdzieś zabrać." 

Uśmiechnęłam się na widok jego wiadomości, ale zaczęłam się zastanawiać, bo jaka córka tak robi? Te wyrzuty sumienia rozrywały mnie od środka. Ale Justin jest typem mężczyzny, którego każda kobieta chce. 
Wystarczy na niego spojrzeć, chociaż to jest ten mały dodatek. Gdy się go pozna, zobaczy się prawdziwego faceta, z klasą i szacunkiem. Chociaż co do ostatniego nie byłabym taka pewna, ponieważ to co robi mojej mamie nie mogę nazwać dobrym traktowaniem kobiety. Spokojnie, nie zapomniałam, że ja też w tym siedzę. Postanowiłam odpisać Justinowi, więc kliknęłam w pole wiadomości i zaczęłam pisać: 

Do Justin: 
"Hej mały(następnym razem zastanów się nad powitaniem:D). Cóż nie mam nic ciekawego do roboty, więc się zgadzam." 


   Wsunęłam na siebie swoją bluzę i poprawiłam koszulkę do spania, po czym zbiegłam na dół do kuchni, w której siedzieli moja mama, Justin i Jason. Rzuciłam wszystkim krótkie "hej", siadając przy wyspie kuchennej. 
- Dziś będę pracować później niż zwykle. Niedługo mam ważne spotkanie z firmą z Japonii, z którą chcemy zrobić niezły układ - oznajmiła moja mama, a ja nie mogłam ukryć swojego uśmiechu. - Z czego się tak cieszysz Camille? 
O cholera. Wpadłam.
- Nic, po prostu cieszę się, że tak ci się dobrze układa w pracy. - rzuciłam szybko, nie patrząc na nią, aby nie zdradzić swoich purpurowych policzków. - Może wreszcie kupisz mi macbooka, o którego cię proszę od roku. 
Mama nic nie odpowiedziała tylko przewróciła oczami z rozbawieniem, podając mu ciepłe bułki na śniadanie. Poprawiła swoją koszulę i nachyliła się nad Justinem, składając czuły pocałunek na jego ustach. Przysięgam miałam odruch wymiotny, a Jason parsknął głośnym śmiechem, widząc moją minę. Nasza rodzicielka rzuciła nam tylko piorunujące spojrzenie i gdy wzięła swoją torebkę wyszła z domu, zostawiając nas w krępującej ciszy. 
- Dobra, możecie się normalnie zachowywać - wymamrotał rozbawiony Jason, patrząc na naszą dwójkę. - Przecież wiem o was i nie przeszkadza mi to, bo mam z tego niezły deal. 
Zmarszczyłam brwi, patrząc na mojego brata i dopiero zdałam sobie sprawę co ma na myśli. Chciałam już coś powiedzieć, ale przerwał mi Justin.
- Mam dla ciebie trochę - westchnął ciężko, podchodząc do swojej torby z rzeczami i z samego dołu wyciągnął małą paczuszkę z białym proszkiem i dał Jasonowi, a ten uśmiechnął się najszerzej jak potrafił. 
- Żartujecie ze mnie? - warknęłam, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Justin ty nie możesz mu załatwiać narkotyków! Jeszcze taką ilość, przecież to wygląda jakby z dziesięć osób mogło na tym skorzystać! 
- Wyluzuj siostrzyczko - zaśmiał się Jason, a ja spojrzałam na niego ze złością w oczach - Wy macie swój durny romansik, a ja mam inne zapotrzebowania. 
Po swojej durnej i krótkiej uwadze wyszedł z kuchni, prawdopodobnie kierując się do swojego pokoju. 
- Camille - westchnął Justin, patrząc na mnie i podszedł od razu, kładąc dłonie na moich udach. - Wiem, że robię źle, ale zwariowałem na twoim punkcie i jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko, po to, aby cię mieć przy sobie. 
Spojrzałam mu niepewnie w oczy i widziałam w nich szczerość. Co ja złego zrobiłam, aby było tak jak teraz. Mogłoby być normalnie i mogłam spotykać się z Justinem, poznałabym go z moją mamą, a mój brat nie dostawałby narkotyków, które chronią nas przed wyjawieniem całej prawdy. Byłoby tak dobrze, a jednak było tak źle. W takich momentach mogę stwierdzić, że nie nienawidzę swojego życia. Pieprz się! 

   Siedziałam z Justinem w jego samochodzie, a on cały czas śpiewał jakieś swoje ulubione piosenki, próbując co jakiś czas rapować, co mu całkiem wychodziło. Zauważyłam, że lubi Chris'a Brown'a, Jay-z i Lil'a Wayne'a. Perfekcyjnie potrafi zaśpiewać "How to love" i gdy to zrobił nie mogłam przestać go słuchać. Skąd tacy ludzie jak on się biorą? 
- A ty czego słuchasz? - zapytał Justin, ściszając radio. 
- Można powiedzieć, że jestem fanką Beyonce i często słucham Destiny's Child - oznajmiłam, patrząc na niego z delikatnym uśmiechem. - Ale nie mam ulubionego typu muzyki, słucham wszystkiego co przypadnie mi do gustu. 
- Rozumiem - skinął głową z uśmiechem, a ja ułożyłam dłoń na jego udzie. Pragnęłam go dotknąć od naszego ostatniego stosunku. 
- Justin, możesz mi opowiedzieć o tej swojej byłej co naszła mnie w parku? 
- Dlaczego chcesz o niej rozmawiać? - spytał lekko zdezorientowany, a ja wzruszyłam swoimi ramionami. 
- Chciałabym cię poznać, w sumie kompletnie nic o tobie nie wiem. 
- Ugh.. - mruknął zirytowany, przewracając oczami - Więc ja i Dakota byliśmy razem od jakiś trzech lat, zerwałem z nią kilka miesięcy temu. Byłem w niej naprawdę zakochany, chciałem z nią stworzyć rodzinę, ale ona zdradziła mnie z moim najlepszym kumplem Ryan'em Butlerem, który ma żonę. Straciłem z nim kontakt na jakiś czas, ale teraz próbujemy go naprawić. Wracając do rzeczy, Dakoty nie lubili moi rodzice, a gdy dowiedzieli się o zdradzie to sami namawiali mnie do zerwania oświadczyn-
- Czekaj - przerwałam mu, patrząc na niego. - To była twoja narzeczona? 
- Niestety, byłem głupi i zakochany. W każdym razie zrobiłem tak jak rodzice mi powiedzieli i naprawdę czułem się wyzwolony od tego wszystkiego. Skupiłem się bardziej na swoich firmach, które rozbudowałem, ale Dakota nie dawała mi spokoju. Pewnego dnia przyszła do mojego biura i oznajmiła mi, że jest w ciąży-
- Masz dziecko?! - krzyknęłam z niedowierzaniem, znów mu przerywając. 
- Camille, pozwolisz mi dokończyć? - westchnął zirytowanie i przewrócił oczami. - Wiedziała dobrze, że założenie rodziny było moją słabością, zawsze chciałem mieć dziecko, więc postanowiłem wrócić do niej, ale jak się okazało po kilku miesiącach ciąży żadnej nie było. Znienawidziłem ją i kazałem jej wypierdalać. 
- Oh.. - burknęłam cicho, czując jak robię się cała czerwona na twarzy, oczerniając go, że ma dziecko. Nawet nie zauważyłam, a zatrzymaliśmy się przy wielkiej bramie. Justin wpisał kod i wjechał w wielką alejkę, prowadzącą do ogromnego domu. 
- Gdzie my jesteśmy? - spytałam, rozglądając się zaciekawiona po otaczającym mnie miejscu. 
- U moich rodziców - mruknął, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - No co? Chcę, abyś poznała ich. 
- Żartujesz sobie? Justin! - pisnęłam, a on wzruszył ramionami i wysiadł z auta, a po krótkiej chwili otworzył mi drzwi, chwytając moją dłoń. Wszystko dookoła było takie ogromne. Dom(jeśli można tak to nazwać) był cały biały, ale miał niektóre elementy złote i czerwone. Wszystko było takie wyrafinowane i dzięki Bogu, że ubrałam zwykłą białą sukienkę i białe szpilki. Justin powiedział, że jedziemy w bardziej eleganckie miejsce, ale skąd miałam wiedzieć, że do posiadłości jego rodziców?! 
Justin pociągnął mnie w stronę ogromnych drzwi, które od razu otworzyła nam czarno włosa kobieta w białej koszuli i ołówkowej spódnicy. Wyglądała na około trzydzieści lat. 
- Dzień dobry panie Bieber, rodzice czekają już na tarasie - powiedziała miło kobieta, a Justin odwzajemnił jej uśmiech. 
- Charlotte, poznaj moją dziewczynę Camille Cornet.
Chwila.. On nazwał mnie swoją dziewczyną! Jedynie co udało mi się zrobić to uśmiechnąć się do kobiety. 
Szliśmy przez ogromny korytarz, kamienne płytki, szerokie schody. Czułam się jak w tych filmach o księżniczkach, a ten dom był pałacem. Przeszliśmy przez jakąś ogromną część domu i wreszcie weszliśmy na taras, który obejmował piękne widoki jeziora. Nie mam pojęcia gdzie dokładniej jesteśmy, ale to miejsce jest przepiękne. Przy szklanym stole siedziała dwójka starszych, ale eleganckich osób. Justin na ich widok uśmiechnął się szeroko i podszedł bliżej. 
- Mamo, Tato to jest moja dziewczyna - zaczął, przyciągając mnie do swojego boku. - Camille Cornet 
- Jakaś ty piękna! - pisnęła kobieta, widocznie mama mojego chłopaka(chyba mogę go tak nazwać, jeśli on mówi na mnie "moja dziewczyna") i przytuliła mnie mocno - A jaka drobna! 
- Dzień dobry, Pani Bieber - uśmiechnęłam się grzecznie, a ona machnęła rozbawiona dłonią. 
- Mów mi Pattie, a tam jest mój mąż  Jeremy. - Mężczyzna posłał mi przemiły uśmiech, a ja od razu go odwzajemniłam. 
Usiadłam razem z Justinem przy stole i zaczęłam rozmawiać z jego rodzicami. Są przemiłymi ludźmi, darzą chyba każdego szacunkiem. Wiem skąd Justin ma takie geny. Są naprawdę cudownymi osobami. Byli zdziwieni, że wybrałam dziedzinę matematyczną, ale również pod wrażeniem. Nie mieli nic do tego, że między mną a Justinem było siedem lat różnicy. Dowiedziałam się również, że Justin kiedyś był bardzo zbuntowany i rozpieszczony. No i najważniejsze - chodził do szkoły muzycznej i potrafi grać na przeróżnych instrumentach. Ponoć mają w domu salę z jego instrumentami.
Miłą rozmowę przerwał mój telefon. Podniosłam się od stołu, wyciągając go z torebki. 
- Przepraszam na chwilkę - powiedziałam z grzecznym uśmiechem, odchodząc do barierek z dala od nich. Na wyświetlaczu pojawił się Jason, przez chwilę zastanawiałam się czy odebrać, ale w końcu to zrobiłam. 
- Słuchaj Jason, nie mogę teraz rozmawiać. 
- Camille, pomóż mi - usłyszałam słaby głos po drugiej stronie. Jakby płakał.
- Czekaj.. co się stało?
- Proszę pomóż mi - rozpłakał się, a ja zaczęłam drżeć na samą myśl co się stało. - Wziąłem za dużo Camille, jest mi tak słabo. Błagam.. To boli, nie wytrzymuję. 
- Jason?! Jason!
I nic już nie usłyszałam, oprócz przerażającej ciszy..



                       
_________________________________________________________________________________
*zapraszam na świetne fanfiction - http://guardian-fanfiction.blogspot.com/




WAŻNE! 
No i mamy dwunasty rozdział. Nie wiem czy niektórzy wiedzą, ale usunęłam na jakiś czas moje fanfiction. Stwierdziłam, że fabuła jest beznadziejna, ale wreszcie przemyślałam i nie widzę nic w niej złego. Wpadłam na dużo różnych pomysłów, które chcę włączyć w moje opowiadanie. 
Niedługo mam testy, ale co tydzień w weekendy, będę starała się dodawać nowe rozdziały.
Oczywiście liczę też na dużo komentarzy, szczególnie, że niedługo dobiję 20K odwiedzających mojego bloga. Bardzo wam dziękuje i KOMENTUJCIE, bo nie macie pojęcia jak bardzo mnie to motywuję. 
zapraszam do zakładki - informowani, abym mogła was znaleźć na twitterze.
Dziękuje. 
Drewofskians





wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział Jedenasty


    rozdział zawiera wątki erotyczne.

    - Pragnę cię - wymamrotał Justin, całując moją rozgrzaną skórę. - Oh, mała
Pocałunki Justina są takie delikatne, czułe i dają mi ogromną przyjemność. Jego usta są stworzone wprost dla mnie. Chłopak oderwał  się ode mnie, patrząc mi prosto w oczy. Wtedy poczułam coś co ciągnie mnie do niego, poczułam podniecenie i pragnienie, które jest między nami. Widocznie Justin poczuł to samo, bo jego oczy pociemniały. Cały czas leżał na mnie, a ja wręcz czułam jego erekcję co sprawiało, że jeszcze bardziej pragnęłam go. W głębi siebie czułam ogromną wyższość, że to ja doprowadziłam go do takiego stanu.
Nasze usta połączyły się, przekazując między sobą głodne pożądania uczucie. Wplątałam obie dłonie w gęste włosy Justina i usiadłam okrakiem na nim, a on wstał, nie puszczając mnie i poszedł w stronę mojego pokoju. Gramy z ogniem, ale podoba mi się - on jest obawą, ale nie dbam o to szczególnie.
Nie zauważyłam nawet, a Justin już rzucił mnie na własne łóżko. Zdjął swoją koszulkę, ukazując idealnie wyrzeźbione ciało i mnóstwo tatuaży, które sprawiały, że ten człowiek stawał się czymś więcej niż ideałem. Nie będę gorsza i postanawiam zsunąć z siebie koszulkę, a widząc minę Justina -  stał tam nagi od pasa w górę i analizował mnie jakbym była czymś drogim, albo niespotykanym. Po chwili uniósł swoje kąciki ust w szelmowski uśmiech i nachylił się nade mną, przykładając wargi do mojego ucha.
- Mimo wszystko co robimy, takie chwile są dla mnie niebem - wymruczał, składając pocałunek na miejscu pod moim uchem. - Jesteś taka piękna Camille
Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc mu w oczy i przejechałam palcami wzdłuż jego torsu, okrążając jego pępek, aż dojechałam nimi do rozporka. Powoli go rozpięłam, cicho wzdychając i moim oczom ukazały się bokserki, a pod nimi twardy, duży wzwód Justina. Hmm.. to na prawdę dzięki mnie. Przez tą myśl poczułam jak moje policzki przybierają czerwonego koloru. Naprawdę podobam się Justinowi Bieberowi.
Chłopak chyba ponownie postanowił przejąć inicjatywę i zsunął moje spodnie, zaczynając całować moją szyję. Jego palce zaczepiły się o moje koronkowe figi i w takim momencie dzięki Bogu, że założyłam je. Justin spojrzał w dół i zachichotał cicho. Jezu, ten dźwięk był przyjemnością dla moich uszu.
Zanim się zorientowałam byłam już całkiem naga, a Justin stał znów mnie analizując swoim wygłodniałym wzrokiem. Szybkim ruchem zsunął z siebie bokserki i z kieszeni wyciągnął portfel, a z niego małą paczuszkę. No tak prezerwatywy.
Ze sprawnością otworzył szybko paczkę i po chwili nachylił się nade mną, czule całując moje wargi.
Wsunął delikatnie dłonie pod moje plecy, lekko mnie unosząc. Schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi i złożyłam namiętny pocałunek na jego skórze, zasysając ją delikatnie, gdy on w tym samym czasie wszedł we mnie bardzo powoli. Z moich ust wydobył się cichy jęk i oplotłam Justina nogami w pasie. Poruszał się coraz szybciej, a ja korzystałam z tego uczucia jak najbardziej potrafiłam.
Czułam tyle emocji - pożądanie, podniecenie, przyjemność, strach oraz adrenalinę. W każdej chwili mogła zjawić się moja mama, ale jakoś tym za bardzo się nie przejmowałam. Facet marzeń każdej kobiety właśnie uprawia ze mną namiętny seks. Wplątałam palce w jego włosy, pociągając za nie delikatnie, a Justin przyśpieszył ruchy biodrami, powodując automatycznie, że ja dodałam ruchy swoich.
Zacisnęłam się wokół Justina, wydając z siebie głośny, przeciągły jęk i tym samym powodując jego orgazm.


   Leżałam na swoim łóżku z głową na klatce piersiowej Justina. Jego palce jeździły wzdłuż mojego kręgosłupa, powodując przyjemne mrowienie.
- Nadal mnie bardzo nie lubisz? - Wymamrotał Justin, a w jego głosie można było usłyszeć rozbawienie.
- Mhm.. - wymruczałam, mając przymknięte powieki. - Było całkiem fajnie.
- Całkiem fajnie? Oh Camille, widziałem na zdjęciach twojego byłego - Mruknął, a ja wzdrygnęłam się od razu i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Jestem lepszy
- Czekaj.. grzebałeś w moich rzeczach?
- Nie, twoja mama mi pokazywała jakieś zdjęcia i akurat byłaś na nim ty i tamten gościu - Wyjaśnił, a ja skinęłam głową i wtuliłam się ponownie w niego.
- Nieważne, nie lubię o nim rozmawiać - Westchnęłam ciężko, jeżdżąc palcami po jego tatuażu pod obojczykiem. - To bezduszny dupek
- Opowiedz mi o tym - poprosił, przeczesując moje włosy. - Chcę wiedzieć jakich błędów mam nie popełniać..
On nie chce popełniać tych samych błędów co Nicholas? Czyli jednak mu zależy. Oczywiście, że mu zależy, bo zrobił tą całą szopkę dla mnie. Ale czy ja jestem gotowa ponownie darzyć kogoś uczuciem? Szczególnie faceta, który rzekomo jest partnerem mojej własnej rodzicielki.
- To skomplikowane. Nicholas był moją pierwszą miłością i byłam w nim naprawdę zakochana - Urwałam, wzdychając ciężko. - Wiesz wszystkie pierwsze razy, ale pewnego dnia pojawiła się w naszej szkole Charlotte.. - przerwałam swoją historię, gdyż Justin cały czas uśmiechał się durnie. Uniosłam swoje brwi, przybierając minę "Mam coś na twarzy?"
- Słucham cię.. przepraszam, ale kiedy mówisz i skupiasz się na tym stajesz się taka urocza i zawzięta - zachichotał cicho, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Jeju, jego śmiech był czymś cudownym i zaraźliwy tak samo jak jego uśmiech. - Kontynuuj
- No więc Charlotte to piękna, brytyjska dziewczyna w moim wieku. Zazwyczaj się brała za coś czego nie mogła mieć i kiedy dowiedziała, że Nick jest zajęty to postanowiła, że zabierze się za niego - Mruknęłam z oburzeniem, marszcząc swój nos - No i tak niestety się stało, dopięła swego i Nicholas mnie zdradził z nią, nie raz i po prostu zerwał ze mną, twierdząc, że jestem beznadziejną dziewczyną i nie potrafię dorosnąć Charlotte do pięt
Justin pokręcił głową z niedowierzaniem, głaszcząc mnie po plecach i musnął moją zmarszczkę między brwiami.
- Nigdy, ale to nigdy Camille nie pozwól, aby taki palant wmawiał ci, że jesteś bezwartościowa - Mruknął z oburzeniem, ciężko wzdychając. - Jesteś na prawdę cudowną osobą, która jest pewna siebie i taka piękna
Justin jest mistrzem w doprowadzaniu do mojej nieśmiałości. Posłałam mu delikatny uśmiech i musnęłam jego wargi. Po chwili mój telefon zabrzęczał na znak, że przyszedł do mnie sms.
Chwyciłam z niechęcią telefon i westchnęłam ciężko na jego treść:


Od Mama: 
Hej Camille. Wracam już do domu, jeśli nie śpisz otwórz mi drzwi. Zapomniałam kluczy.




- Cóż wracamy do naszej chorej zabawy - Wymamrotałam, patrząc z wymuszonym uśmiechem na Justina. 
- Mała, obiecuję ci, że rozwiąże to wszystko - Wyszeptał z wyrzutem winy. - Zrobię wszystko dla ciebie, aby nie być kolejnym dupkiem na twojej liście. 




A więc macie kolejny rozdział. Przepraszam, że długo nie dodawałam - 
strasznie ciężko było mi pisać ten rozdział z powodu wątków erotycznych. 
Mam nadzieję, że jakoś sobie poradziłam. 
Chciałam wam podziękować również za prawie 17,5K wejść na to opowiadanie. 
Zachęcam was do komentarzy, ponieważ na prawdę bardzo mnie satysfakcjonują. 
No i nie zapominajcie się zapisywać do informowanych.
Do następnego - drewofskians.

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział Dziesiąty


  NOTKA POD ROZDZIAŁEM



   - Proszę cię o jedno, daj spokój mojemu chłopakowi.. chyba wiadome, że robi sobie z ciebie żarty skarbie, nie tylko z ciebie.. - usłyszałam od kobiety, która podeszła do mnie po rozmowie z Justinem. - Tylko spójrz..
Nie miałam nawet szansy odpowiedzieć, bo szatynka podeszła do Justina i po prostu na moich oczach go pocałowała. Chłopak nic sobie z tego nie zrobił, nawet jej nie odepchnął. Nie wierzę. Ten dupek miał czelność bawić się mną i moją matką. Wstałam ze swojego miejsca i szybkim krokiem poszłam przed siebie. Zrobił to specjalnie! Zaciągnął mnie tutaj, wiedząc, że będzie tu jego dziewczyna i chciał zrobić ze mnie idiotkę. Udało mi się. Czuję się tak żałośnie.
  Kiedy wróciłam do domu, byłam pełna złości. Nie zauważyłam nawet mojej mamy, która stała uśmiechnięta w kuchni. Wróciła? Cholera. Nie. Czemu akurat teraz?
- Hej córko, może trochę milej - zachichotała moja mama, a ja wymusiłam uśmiech, przytulając ją delikatnie. Po kilku minutach wszedł Justin, trzaskając drzwiami i chyba tak samo zareagował na moją mamę jak ja. Nic nie powiedział, ale podszedł do niej i pocałował ją delikatnie w usta.
Przewróciłam oczami, odwracając się w stronę lodówki i wyciągnęłam jogurt oraz musli z szafki.
- Dostałam awans! - pisnęła radośnie kobieta, a ja odwróciłam się do niej i uśmiechnęłam się delikatnie. Chciałam jej już pogratulować, ale Justin był szybszy i objął moją matkę, muskając ponownie jej wargi.
- W takim razie powinniśmy to uczcić. - zaproponował Justin, a moja mama posłała mu pełne miłości spojrzenie. Boże.. jaka ona była w nim zakochana.
- Musielibyśmy przełożyć to na jutro. Dziś mam spotkanie z całą firmą, a jest to impreza tylko dla pracowników, tam honorowo awansuję.
- W porządku w takim razie jutro, zostanę tu i poczekam na ciebie.
Kurwa mać nie. Wyszłam szybko ze kuchni, idąc do góry i wyciągnęłam telefon, pisząc sms-a do Taylor.

Do Tay: 

Jesteś w domu? Mogę u Ciebie nocować? 

Od Tay: 

Przepraszam, ale nie. Idę dziś rozmawiać Davidem. Między nami nie jest dobrze. 


Cholera, byłam tak zawzięta tą całą sprawą z Justinem, że nawet nie zainteresowałam się tym co jest pomiędzy Taylor a jej chłopakiem. Postanowiłam, że odezwę się do niej jutro i porozmawiam z nią o tym. Cudownie. Znów sam na sam z Justinem. Przecież ten człowiek sprawia, że chcę mi się krzyczeć z przyjemności i z frustracji. 

   Moja mama i Justin robili razem obiad. Siedziałam w salonie obok Jasona. Nie wiedziałam jak się przy nim mam zachowywać, kiedy on o wszystkim wie. 
- Więc nie przeszkadza ci to? - spytał po chwili mój brat, a ja wzruszyłam ramionami. 
- Między mną a nim to wszystko skończone. To był jeden raz, głupi błąd. 
Jason skinął głową, ale raczej w ogóle go to nie interesowało. Cieszył się, że ma z tego jakiś pożytek. 
Oczywiście jak to ja, musiałam nakryć do stołu. Justin wyglądał cały czas jakby chciał mi coś powiedzieć, ale ignorowałam jego gesty. Usiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy jeść. Mama i Justin cały czas rozmawiali, a ja i Jason byliśmy jakby nieobecni. Możliwe, że jednak on też czuł dziwny dyskomfort w stosunku związku naszej rodzicielski. Kiedy wszyscy spożyli już obiad, zaczęłam sprzątać brudne naczynia. Moja mama szykowała się w łazience, a Justin i Jason grali w konsolę. Naprawdę nigdy nie przestanie mnie dziwić jaki mój brat jest - po pierwsze szantażuje nas, po drugie staje się nagle cichy, gdy przychodzi co do czego, a po trzecie po tym wszystkim gra sobie z Justinem, jakby nigdy nic się nie stało. 


  Gdy moja mama wyszła, Jason znów poszedł do swojego kolegi. To dziwne, że on cały czas spędza u niego tyle godzin. Po za tym nigdy go nie spotkałam, a po moim bracie można się naprawdę dużo spodziewać. Mimo, że czuję odrazę do niego to się martwię. Wiem, że ćpa, a to już jest ogromny powód do zmartwień. Przez te kilka dni wszystko się zmieniło. Pojawił się Justin. Zaniedbałam moją przyjaciółkę. To co robiłam swojej matce przygnębiało mnie najbardziej, a najgorsze jest to, że ja naprawdę nie umiałam przestać. Siedziałam tak w salonie, oglądając telewizję, która w ogóle mnie nie interesowała. Miałam nadzieję, że Justin jakoś przestanie już się mną interesować, ale cóż mój los uwielbia robić mi na przekór.
- Camille - mruknął, wchodząc do salonu. - Musisz mnie posłuchać, wiem jak to wyglądało..
- Nie Justin, to nie wyglądało, to tak było. Zrobiłeś ze mnie idiotkę i bawisz się uczuciami mojej matki!
- Kurwa mać wcale tak nie było! - krzyknął z wyrzutem. - To moja była, Dakota..
- Nie obchodzi mnie kto to był - mruknęłam, patrząc na Justina. - Nie dam tobie robić z siebie idiotki, bo jesteś nikim! Dupkiem, który myśli, że może mieć każdą dziewczynę na ziemi, ja i moja mama nie jesteśmy zabawkami, Justin.
Chłopak patrzył na mnie w lekkim szoku i pokręcił przecząco głowa, podchodząc bliżej mnie.
- Nie jest tak. Dakota to przeszłość. To ty się liczysz.. Twoja mama jest wspaniałą kobietą i zasługuję na starszego, lepszego mężczyznę - wymamrotał, nieśmiało patrząc mi w oczy. - Ty też zasługujesz na kogoś innego, ale nie chcę by był ktoś inny. Boże sam nie wiem co ja mówię, ale chcę żebyś wiedziała, że ta sprawa w parku była pomyłką. Powiedziałem Dakocie, że jestem z tobą, czyli moją dziewczyną, a ona po prostu zareagowała tak jak zwykle, gdy ktoś staję się ważniejszy od niej.
- Nazwałeś mnie swoją dziewczyną? - wymamrotałam z niedowierzaniem, marszcząc delikatnie brwi. Justin jedynie skinął głową, nie patrząc na mnie.
To był jeden z tych widoków, które zmiękczyło moje serce. On - nieśmiały, bezbronny i zawstydzony tym do czego właśnie się przyznał. Spojrzałam na niego z rozbawieniem, oblizując swoje wargi.
- Jesteś niemożliwy, ale czemu ta cała Dakota miałaby to robić?
- Po pierwsze jest cholernie zazdrosna o mnie, nie może przeżyć, że już dawno się rozstaliśmy, tyle razy próbowała różnych sposobów abym wrócił. - przewrócił oczami, wzruszając bezradnie ramionami. - Po drugie jesteś piękna.
Na jego komplement zarumieniłam się i zassałam swoją dolną wargę, spuszczając wzrok na swoje paznokcie. Justin jest przykładem faceta, który doprowadzi cię do frustracji i szaleństwa na jego punkcie.
Nagle poczułam jego dłonie na swoich biodrach, przysuwając mnie do siebie. Posadził mnie na swoich kolanach i przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze. Pieprzę to. Wpiłam się po chwili czule w jego usta, przyciskając maksymalnie swoje ciało do jego i automatycznie poruszyłam swoimi biodrami...


Cześć! Dostajecie szybciej rozdział taki prezent ode mnie, ponieważ jutro mam urodziny haha. 

Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam, że rozdział znów jest krótki. 
Cieszę się, że coraz częściej komentujecie, a im więcej takich komentarzy tym szybciej dostajecie rozdziały.

Więc mam nadzieję, że jakoś po weekendzie będzie dużo komentarzy, a ja wam napiszę nowy i tym razem dłuższy rozdział. 
Zapraszam was na mojego twittera i tam możecie zawsze zadać pytanie, albo jakieś pomysły, cokolwiek. 

Oraz zapisujcie się do informowanych. 


drewofskians 


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział Dziewiąty

 

*notka pod rozdziałem, to ważne!*


    Przysięgam widząc tego chłopaka pęka we mnie wszystko, moje emocje buzują, ale nienawiścią.
Szybko chowam twarz w dłoniach, aby chłopak mnie nie zauważył. Ale na próżno. Wyglądał jakby już wiedział gdzie siedzę i że tu w ogóle jestem.
-  Camille! - wykrzyczał radośnie, a ja uniosłam wzrok zdezorientowana. Co ten idiota sobie myślał. - Dawno się nie widzieliśmy prawda?
- Mi to nie przeszkadzało. - burknęłam, modląc się w duchu o to, aby zauważył moją nie chęć do niego i sobie poszedł.
- Ta sama słodka i uprzejma Camille. - wymamrotał z sarkazmem, ale jego uśmieszek nadal nie schodził mu z twarzy. - Wyładniałaś.
Przewróciłam oczami, odgarniając włosy do tyłu i spojrzałam po chwili na Taylor.
- Posłuchaj mnie, po co tu przylazłeś? - warknęła Tay, odwracając wzrok na Nicholasa. - Z tego co wiem Charlotte wróciła już ze swoich wakacji.
- Oh Charlotte.. ona dla mnie nic nie znaczyła. Zależy ma na Camille, przecież nic takiego się nie stało. Jesteśmy młodzi i chcę ją znów jako moją dziewczynę.
- Twój pech, bo już kogoś mam. - parsknęłam po chwili, a Taylor razem z Nicholasem spojrzeli w szoku na mnie. Sama nie wiem czemu to powiedziałam. Boże, Justin...
- Mała, to nie koniec. - mruknął do mojego ucha, a później uśmiechnął nonszalancko do nas i wyszedł z The Grey Dog.
- Co za dupek. - mruknęła Tay
Nie odpowiedziałam już nic, miałam dość tego wszystkiego.
  Gdy pożegnałam się z Taylor wróciłam do swojego domu. Pogoda jest beznadziejna. Tak samo jak mój humor. Weszłam do środka i spojrzałam na Justina, który był gotowy do wyjścia. Westchnęłam ciężko i nie wiem czemu poczułam się głupio. Nie wiem czy był zły na mnie czy po prostu dobity tym wszystkim.
- Hej. - wymamrotałam, patrząc na niego i próbowałam wybadać jego reakcję.
- Hej.
- Więc wychodzisz gdzieś? - spytałam.
- Tak. - skinął głową, patrząc niepewnie na mnie. - Uhm, może chciałabyś wybrać się ze mną?
Kiwnęłam głową, zgadzając się z jego pomysłem. W głębi duszy byłam rozluźniona faktem, że nie jest zły na mnie. Chwycił swoją bluzę, posyłając mi lekki uśmiech i podał mi moją jeansową kurtkę. - Ubierz ją, trochę wieje.
Chciałam go pocałować. Nie wiem czemu. Boże jest taki cudowny. Co ja w ogóle mówię? Moja świadomość daje mi mocnego sierpowego w twarz i zakładam na siebie kurtkę. Wyszliśmy z domu i po chwili znaleźliśmy się w aucie Justin'a. Przypomniało mi się jak właśnie to auto widziałam wtedy pod klubem.
Zerknęłam na Justina, który w skupieniu prowadził samochód. Wyglądał tak cudownie.


Jechałem w stronę Central Parku, aby po prostu się rozluźnić. Cieszę się, że wpadłem na Camille, bo ponownie będę mógł spędzić z nią czas. Zerknąłem na nią z lekkim uśmiechem i wróciłem wzrokiem na drogę. Była taka niewinna, słodka i w tym samym czasie seksowna. W takich chwilach żałuję, że wpadłem na ten głupi pomysł z Mandy. Może teraz byśmy jechali jako para, albo przynajmniej dwójka ludzi, którzy pociągają siebie nawzajem i nie muszą się przed nikim ukrywać. Jestem beznadziejnym dupkiem.
Nieważne, muszę zrobić kolejny krok. Nie mogę tak stać w jednym miejscu. Potrzebuję tej dziewczyny w moim życiu.
 Położyłem swoją dłoń na udzie Camille, a ona po prostu chwyciła swoją dłonią moją i splątała razem nasze palce. Żadne z nas się nie odzywało. W sumie cała atmosfera była napięta, ale jednak poczułem ulgę, gdy blondynka nie odrzuciła mojego gestu.
   Przechadzaliśmy się po alei prowadzącej do placyku, na którym ludzie siedzieli na kocach i robili swoje własne pikniki.
- Szkoda, że nie wzięliśmy nic do jedzenia. - w głosie Camille można było usłyszeć rozczarowanie małego dziecka, które nie dostało swojej ulubionej zabawki.
- Jest tam taka dobra budka z fast foodem, mają naprawdę dobre frytki.
Mina Cam momentalnie zmieniła się w uśmiechniętą. To słodkie i śmieszne co jedzenie robiło z tą dziewczyną.
Znaleźliśmy wolne miejsce na miękkiej trawie. Rozłożyłem bluzę na niej i wskazałem ręką na bluzę, aby Camille mogła usiąść. Dziewczyna po chwili namysłu usiadła, a ja poszedłem po frytki i colę.
Zerknąłem kątem oka na Camille, która rozglądała się z delikatnym uśmiechem. Chciałbym, żeby była moja. Kurwa mać.
Wróciłem do niej i usiadłem obok, podając jej frytki.
- Smacznego.
- Dziękuję. - odpowiedziała z uśmiechem, zaczynając wcinać swoje frytki. - Chyba robią je własnym przepisem z ziemniaków, bo są cholernie dobre!
Zaśmiałem się cicho, widząc jak Camille smakują frytki i wziąłem jedną, zaczynając jeść.
Przez kilkanaście minut rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Było tak spokojnie i normalnie.
Nie wytrzymałem i przysunąłem ją na swoje kolana, czule wpijając się w jej wargi. Wbrew moim obawom, Camille odwzajemniła pocałunek. Owinęła ręce wokół mojej szyi, a ja ścisnąłem dłonie na jej biodrach, uśmiechając się lekko w jej usta. Po chwili blondynka oparła swoje czoło o moje, uśmiechając się delikatnie. Nic już nie mówiła, po prostu patrzyła mi w oczy z tym swoim perfekcyjnym uśmiechem.
- Chciałabyś coś jeszcze zjeść? - spytałem po chwili, muskając swoim nosem jej.
- W sumie te frytki były naprawdę dobre. - zachichotała cicho, a ja kiwnąłem z rozbawieniem głową i wstałem z miejsca, idąc do budki. Stojąc w kolejce, poczułem, że ktoś szturcha mnie w ramię, myśląc, że jest to Camille odwróciłem się, ale niestety tak nie było.
- Jay! - pisnęła moja była - Dakota. - Co ty tutaj robisz?
O Boże. Ta kobieta była głupsza niż but. Nie ma takiego porównania, by opisać jaka ona jest głupia.
Co ona tutaj robi? Po co? Czemu akurat teraz.
- Jestem tutaj z kimś. - burknąłem, nie patrząc na nią.
- Oh, ze swoją nową dziewczyną? Chcę ją poznać! - parsknęła, krzyżując ręce na swoich piersiach. Boże pomóż. Odwróciłem się do niej, posyłając jej szyderczy uśmiech i wskazałem na siedzącą Camille.
- Widzisz ją? To jest moja dziewczyna, jest piękna, mądra i cudowna. Kompletnie przeciwieństwo ciebie, Dakoto. Więc teraz możesz już iść i dać mi spokój.
Najwidoczniej moje słowa ją zabolały i po prostu zniszczyły jej dumę, więc odeszła. Skłamałem o Camille, tak jakby. Bo nie jest moja. Kiedy kupiłem frytki, ponownie ktoś podszedł do mnie. Ten ktoś to Dakota - znów. Kurwa, ta dziewczyna naprawdę jest cholernym wrzodem na dupie.
Nic nie powiedziała, tylko posłała mi uśmiech i wpiła się czule w moje usta. Upuściłem frytki, które miałem , a gdy chciałem odepchnąć Dakotę - ona, po prostu odeszła bez słowa. Wtedy zorientowałem się, że to wszystko widziała Camille..



Hej, macie o to krótki dziewiąty rozdział. Musicie mi wybaczyć, ale byłam na Dance Campie, na którym nie miałam dostępu do laptopa i żeby napisać rozdział. Cały czas widziałam wasze komentarze z pytaniami o kolejny rozdział. Spięłam się i szybko napisałam. Nie sprawdziłam go jeszcze, ale mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu się wam podoba. 


Oczywiście zapraszam was do zapisywania się do INFORMOWANYCH. 
- drewofskians

 

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział Ósmy


 *Notka pod rozdziałem!!!!!!!!!!



Ledwo ubrani czuliśmy coraz większy pociąg do siebie. Taki, że nie zwracaliśmy na nic innego uwagi.
- Wróciłem! Jest coś do... - zanim się zorientowałam, zobaczyłam mojego brata, stojącego przed nami, który wyglądał jakby zobaczył ducha. O kurwa, to wpadłam.
Szybko oderwałam się od Justina, oblizując swoje wargi i poprawiłam swoją koszulkę, spoglądając ponownie na Jasona.
- Nic nie widziałeś, rozumiesz? - mruknęłam po krótkim czasie, odgarniając włosy z twarzy. - Mama nie może się dowiedzieć.
Jason jedynie parsknął śmiechem, kręcąc głową w rozbawieniu.
- Myślisz, że zostawię tę sprawę tak po prostu, nie korzystając z tego? - pokręcił głową z niedowierzaniem. - Nie znasz mnie siostrzyczko, coś za coś.. tak samo ty - wskazał na Justina, uśmiechając się cwanie. - Oboje będziecie mi musieli coś dać w zamian zachowania waszego chorego sekreciku.
- W porządku, czego chcesz? - spytał Justin, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana. On naprawdę chcę wejść w ten romans ze mną? Naprawdę chcę poddać się szantażowi szesnastoletniego chłopaka?
- Justin, możemy na słówko? - mój brat posłał Justinowi nonszalancki uśmiech, a on spojrzał na mnie z bezradnym wyrazem twarzy i poszedł za Jasonem.
 Byłam kłębkiem nerwów, gdy rozmawiali. Zastanawiałam się co ten gówniarz chciał od Justina. W głębi duszy chciałabym, żeby było to wykonalne, bo naprawdę zaczęłam lubić spędzać czas z Justinem. Ten nasz mały "romans" był taki ekscytujący, zakazany. A jak to mówią - "zakazany owoc smakuje najlepiej."
Krzątałam się po kuchni, wyrzucając zimną już jajecznicę.
 Minęło piętnaście minut, a oni nadal rozmawiali. Dość tego. Nie mogę tak cały czas się denerwować, więc weszłam do salonu i widząc zgnębioną minę Justina od razu wiedziałam, że mój brat wymyślił sobie gwiazdkę z nieba.
- Dobrze, że przyszłaś - mruknął Jason. - Miałem cię wołać.
Przewróciłam oczami, siadając obok Justina i kiedy zobaczyłam twarz Jasona zrozumiałam, że był cwańszy niż myślałam. I tak miał sporo na koncie, a ten dzisiejszy wybryk z Justinem jeszcze bardziej pogorszył moją sprawę.
- Dobra czego chcesz?
- On chcę, żebym załatwił mu narkotyki. - mruknął Justin, ciężko wzdychając.
- Co? - parsknęłam z niedowierzaniem, patrząc na Jasona, a on po prostu posłał mi cholernie wkurzający uśmiech. - Słuchaj mnie gówniarzu, popieprzyło cię już kompletnie! - krzyknęłam, podnosząc się, ale Justin chwycił moją dłoń, dając znak, że bez sensu się z nim kłócić.
- A od ciebie chcę tylko tyle, żebyś mnie kryła kochana siostrzyczko.
- Chyba się na to nie zgodziłeś? - mruknęłam do Justina, ściskając mimowolnie jego dłoń. Nie wiedziałam co mam zrobić. Chcąc czy nie i tak muszę go kryć, wpadłam w kompletne bagno. Mówiąc mamię o narkotykach Jason'a załamie się, mówiąc mamie o Justinie też się załamie. Chcę chronić mojego brata, ale też chcę chronić siebie. Kompletnie nie wiem co robić.


- Więc Justin - zaczął Jason, wskazując dłonią na sofę, abym usiadł. - Wiem, że masz dostęp do całkiem niezłego towaru.
- Co? - zmarszczyłam zdezorientowany brwi, mierząc wzrokiem dzieciaka, który stał przede mną. Z pozoru wydawał się miły, ale kiedy przyjdzie co do czego staje się zwyrodnialcem, który kryję się za tą dziecinną buźką.
- Nie pytaj skąd, ja po prostu wiem. Też mam swoje sposoby na zdobywanie tego całego szajsu. Niestety facet, który mi pomagał wpadł w ręce policji i potrzebuję nowego dilera.
- Dzieciaku, masz szesnaście lat! - mruknąłem z niedowierzaniem. - Chyba nie myślisz, że ja naprawdę takie coś dla ciebie zrobię!
- W takim razie moja mama, czyli twoja dziewczyna - mówiąc "dziewczyna" zrobił palcami cudzysłów. Dobrze wie o co w tym wszystkim chodzi. - Dowie się, że figlujesz z jej własną córką. Chyba zależy ci na Camille? Inaczej byś tego nie robił.
Czy mi zależy? Nie wiem sam. Uwielbiam patrzeć na nią. Jej usta są takie delikatne, miękkie.. Mógłbym patrzeć w jej oczy cały czas, a jej uśmiech? Tak jest przepiękny. Nie mogę powiedzieć, że mi zależy, ale coś ciągnie mnie do niej i sprawia, że cholernie chcę jej poznać. Po za tym ten gówniarz przekona się co to jest mieć problem z narkotykami. Będzie jeszcze nas błagał, byśmy mu pomogli i wtedy my wyjdziemy z tym wszystkim na prosto.
- W porządku, zrobię to, ale jeśli nie dopilnujesz naszego sekretu będziesz skończony. - mruknąłem poważnym tonem. Żaden gówniarz nie będzie mi dyktował co mam robić. Chociaż tak jakby właśnie to robił.. Chcę poznać bardziej Camille, ale nie chcę cierpienia jej matki. Jason uśmiechnął się zwycięsko i klasnął w ręce. Miałem ogromną ochotę uderzyć tego gówniarza, ale właśnie - jest dzieciakiem, bratem Camille i synem Mandy. Bieber w co ty się najlepszego wpakowałeś. Usłyszałem jak ktoś wchodzi do pokoju, odwróciłem swoją głowę i zobaczyłem Camille. Wyglądała bezbronnie i najwidoczniej była bardzo zdenerwowana, mimo to i tak była cholernie śliczna. Odgarnęła swoje blond włosy do tyłu i usiadła obok mnie, a ja ciężko westchnąłem, wiedząc, że to czego się dowie w ogóle jej nie pomoże.
- Dobra czego chcesz? - Spytała, ale Jason jej nie odpowiedział. Skinął głową na mnie, najwidoczniej ja miałem być tym kto przekaże jej nieciekawą wiadomość. Zacząłem szybko układać jakieś zdanie, które będą jak najbardziej łagodne w tej sprawie, ale nic mi się nie udało wymyślić i po prostu rzuciłem prosto z mostu:
- On chcę, żebym załatwił mu narkotyki.
- Co? - parsknęła z niedowierzaniem, kręcąc głową i znów zaczęła coś mówić, ale tym razem podniosła się i myślałem, że zaraz rzuci się na Jasona. Złapałem jej dłoń, próbując ją uspokoić, ale ona jedynie spojrzała na mnie z lekkim niepokojem w oczach.
- Chyba się nie zgodziłeś? - wymamrotała do mnie, ściskając mocniej moją dłoń. Wzruszyłem bezradnie ramionami, ciężko wzdychając. Czułem się źle z tym, siedzieliśmy przez kilka minut w ciszy, aż w końcu ten pieprzony dzieciak się odezwał:
- Więc taka jest wasza rola, mój sekrecik będzie u was bezpieczny, ale wy musicie robić to co wam powiedziałem. Nic więcej nie będę chciał i się cieszcie, bo mogłem na tym skorzystać. Wychodzę.
Brzmiał na rozbawionego. Jako jedyny miał wesoły humor. Gówniarz. Camille siedziała z twarzą zasłoniętych w dłoniach. Wiem, że czuła się bezradnie, a ja nie mogłem nic z tym zrobić, a to wszystko moja wina. Dlatego chciałem jej pomóc, ale raczej wszystko pogorszę.



Nie wierzę, że to naprawdę się dzieję. Tego się właśnie obawiałam od kiedy pierwszy raz zobaczyłam Justina w moim domu. Byłam przybita tym, że mój brat nas przyłapał, ale bardziej przez to, że czuję się bezpiecznie przy Justinie, który tak naprawdę umawia się z moją mamą. To dołujące, bo naprawdę podobał mi się wczorajszy wieczór, ale powinnam się odizolować od niego, chociaż na parę godzin. Chwila spędzona osobno na pewno dobrze nam zrobi. On też musi przemyśleć co dalej. Podniosłam się i poprawiłam swoją koszulkę do spania, którą miałam na sobie.
- Co robisz? - spytał Justin, unosząc swoją głowę.
- Muszę spotkać się z Taylor. Po za tym powinniśmy przemyśleć parę spraw na osobności.
- Camille, nie chcę przestać cię poznawać. Naprawdę to co wczoraj się zdarzyło było przyjemne, Potrzebowałem takiego czegoś, jesteś naprawdę wspaniałą osobą, ale chcę poznać twoje wady tak samo jak zalety, proszę..
- Justin, naprawdę potrzebuję się z kimś innym spotkać. To jest chore, źle się z tym czuję.
Chciałam to jakoś wyjaśnić, niestety nie potrafiłam. Zostawiłam go samego w salonie, poszłam do swojego pokoju i poprosiłam Taylor o spotkanie. Muszę się komuś wygadać, a ona i tak dużo wie.

 Razem z moją przyjaciółką T, siedziałyśmy razem w The Grey Dog. Nie zjadłam śniadania w domu, ponieważ wydarzył się "mały" incydent i postanowiłam to nadrobić w najlepszej knajpce na Manhattanie. Zamówiłam sobie Village Pancackes, a Taylor Challah French Toast.
- Więc o czym chciałaś pogadać? - spytała blondynka, układając łokcie na stoliku.
- Nie wiem jak zacząć - wymamrotałam, niepewnie zerkając na nią. - Wczoraj wieczorem ja i Justin się zbliżyliśmy do siebie, ale nie tak jak myślisz. Po prostu siedzieliśmy i oglądaliśmy film, opiekował się mną, gdy była burza i zasnęłam razem z nim w łóżku. Rano był taki.. błogi, cudowny, a później całowaliśmy się w kuchni i -
- Co? Słyszysz siebie, Camille? Błogi? Dziewczyno powinnaś się opamiętać.
- Był bez koszulki. - dodałam.
- Oh..w takim razie to zmienia postać rzeczy, dokończ.
- No i całowaliśmy się, coś między nami zaczęło iskrzyć i nie zauważyliśmy, że Jason wchodzi do domu..
- Nie mów, że on was widział! - krzyknęła, rzucając się na swoim krześle tak, że ludzie z innych stolików zwrócili całą swoją uwagę na nas.
- Widział i nas szantażuje - mruknęłam ciszej, przełykając cicho ślinę. Nie miałam zamiaru powiedzieć co dokładnie nam kazał, bo znam Taylor i wiem, że prędzej czy później powiedziała swojemu ojcu, który jest policjantem.
Taylor pokręciła głową z niedowierzaniem, a kelner przyniósł nam zamówienie. Szczerze? Od  tej rozmowy straciłam apetyt, ale jeśli nic nie zjem to będzie jeszcze gorzej.
- Okej i co dalej?
- Zgodziliśmy się na jakiś jego dziecinny układ. - westchnęłam, zaczynając jeść swoją porcję.
- Będziecie ciągli tą głupią grę? Cholera, Cam.. to nadal facet twojej matki!
- Wiem, okej? Muszę się zastanowić, ale przy nim czuję się bezpieczna, moja podświadomość jest taka naiwna - mruknęłam z depresją w głosie. - Po prostu zrozum mnie, dobrze?
Taylor chciała coś powiedzieć, ale zauważyłam kogoś znajomego wchodzącego do środka knajpki.
- To Nicholas. - wymamrotała moja przyjaciółka, a ja szybko spuściłam wzrok i przełknęłam gulę w gardle.
Czułam obrzydzenie do tego kolesia i teraz nagle zapragnęłam, aby Justin tu się pojawił...


Więc o to kolejny rozdział, postanowiłam go dać szybciej ponieważ w dniu kiedy dodałam siódmy rozdział, na mojego bloga weszło ponad 1K osób! A dziś pół tysiąca, więc jestem naprawdę zadowolona! Miło mi się czyta, że podoba wam się opowiadanie. 

Więc jak zauważyliście pisałam trochę z punktu Justina i pytanie do was chcecie, abym pisała również z jego punktu? Sądzę, że to świetna sprawa, bo będziecie wiedzieli co on również czuje. 

Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział, dlatego zachęcam was do udzielania się pod tym rozdziałem ORAZ zapisywania się do grupy INFORMOWANYCH

Dodałam również nowych BOHATERÓW obiecuję wam, że jeden z nich bardzo namiesza w życiu Justina i Camille. 


Jeszcze raz dziękuje za wasze komentarze i jeśli macie jakieś prośby piszcie do mnie na gg lub twitterze. - drewofskians

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział Siódmy

* otóż zmieniłam bohaterkę z Seleny Gomez na Cailin Russo, gdyż wielu z was bardzo nie odpowiadała ona.. liczę się z waszym zdaniem i mimo, że jestem Selenator też tak sądzę, mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli za taką ogromną zmianę i nadal będziecie czytać to tak jak czytaliście bardzo wam dziękuję. - Aut. (przepraszam za takie zamieszanie) 
PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM. 


 Przez cały wieczór, ja i Justin siedzieliśmy razem na dole w salonie. Każdy uraz, którym darzyłam tego faceta, po prostu zniknął. Czułam się tak bezpiecznie przy nim, nie bałam się grzmotów, błysków..On sprawiał, że te wszystkie rzeczy nie były już straszne dla mnie. Oglądaliśmy jakiś film, który Justin wybrał z półki, która znajdowała się nad telewizorem.
Kątem oka zerknęłam na Justin'a, który wpatrywał się w ekran, oglądając film z zaciekawieniem. Muszę przyznać, był cholernie przystojny - miał takie piękne usta, idealnie wyrzeźbioną linię szczęki oraz perfekcyjnie ułożone włosy. Przechyliłam głowę lekko w bok i uniosłam kąciki ust, widząc jak powoli oblizuje swoje pulchne wargi. Gdzieś w głębi siebie czułam się cholernie szczęśliwa, że ich całowałam, ale też czułam się podle, że właśnie z chłopakiem mojej własnej matki migdaliłam się w jej własnym domu.
 Justin ułożył swoją dłoń na moim biodrze i gładził go palcami, a ja cały czas wpatrywałam się w niego jak w obraz namalowany przez jakiegoś Michała Anioła. W głowie pełzają mi jego słowa, które niedawno wypowiedział "Proszę Camlle, daj mi siebie poznać." 
Poznać? Mam dać mu się poznać, gdy tak naprawdę jest w związku z moją mamą? Oczywiste jest to, że jest z nią tylko dlatego, aby spędzać czas ze mną, przecież mi się przyznał.
Nie rozumiem dlaczego on zamiast przyjść do mnie i wyjaśnić całą sprawę normalnie, wybrał opcję, w której podrywa moją matkę i po tajemnie przytula się z jej córką, gdy ona jest na wyjeździe z pracy...
- Hej mała - z moich myśli oderwał mnie głos Justina, który wpatrywał się we mnie z głupim uśmieszkiem na twarzy. - Aż tak cię zanudził film, że musisz się we mnie wpatrywać?
- Nie. Po prostu patrzę co moja mama widzi w tobie takiego. - zachichotałam pod nosem, wzruszając ramionami w rozbawieniu.
- Przegięłaś! - krzyknął po chwili, zaczynając się śmiać i popchnął mnie tak, że leżałam na sofie, a Justin nachylił się nade mną, posyłając mi ten swój szelmowski uśmiech. - I co ja mam teraz z tobą zrobić, Camille?
To zabrzmi głupio, ale gdy wypowiadał moje imię brzmiało one o wiele lepiej, niż gdy wypowiada je kto inny.
- Dać mi spokój i wrócić do oglądania filmu? - spytałam słodkim tonem, patrząc mu w oczy z wypisanym na twarzy szyderczym uśmiechem.
Nic nie odpowiedział, on po prostu patrzył na mnie, jakbym była jakimś dziełem sztuki w muzeum, analizował każdy centymetr mojej twarzy, aż wreszcie zaczął się przybliżać. Zanim się zorientowałam jego usta zaatakowały moją szyję, zaczął całować mnie spod mojego ucha aż do obojczyków. Jego czułe pocałunki sprawiały, że miałam ochotę piszczeć z przyjemności, był taki delikatny, namiętny i pieścił każdy milimetr mojej skóry, a ja jedynie wplątałam swoje palce w jego włosy. Wsunął swoje dłonie pod moją koszulkę i opuszkami palców robił kółka wokół mojego pępka. Przymknęłam swoje powieki i chwyciłam za krańce jego koszulki, ściągając ją po chwili namysłu.
Otworzyłam oczy, a przede mną ukazał się facet idealny. Cudownie wyrzeźbiony tors, seksowne tatuaże i rozczochrane włosy, które są w sumie moją sprawką. Był piękny i nikt temu nie zaprzeczy.
Niestety mój rozum zaczął działać i kiedy Justin zdjął ze mnie koszulkę i zaczął całować część odkrytych przez stanik piersi, podniosłam się, odpychając go lekko.
- Przepraszam, to jest bez sensu - wyszeptałam, podnosząc się z sofy i szybkim krokiem, nie odwracając się do Justina poszłam w stronę swojego pokoju i zamknęłam się w nim.
 Czułam się podle, że go tam zostawiłam zdezorientowanego, ale jeszcze gorzej się czułam przez to, że robiłam z nim takie rzeczy, a przecież jest chłopakiem kobiety, która mnie rodziła. Jestem taka głupia i na takim samym poziomie jak on.
Postanowiłam iść wziąć gorący prysznic i zbesztać się w myślach za to jaką beznadziejną córką jestem.


Noc była niespokojna. Znów wrócił mój lęk przed burzą i tym razem jeszcze większy, ponieważ do jakże cudownej pogody, dołączył się huczny wiatr. Kręciłam się nerwowo na łóżku, próbując znaleźć pozycję taką, która da mi poczucie bezpieczeństwa. W ostateczności owinęłam się w kokon i sięgnęłam po telefon, wybierając "Nową wiadomość", po czym kliknęłam w numer Taylor.

Do Tay: 
Śpisz? Błagam odpisz mi, że nie. 

Leżałam na plecach, owinięta kołdrą i spoglądałam co chwilę na okno, ale jedynie co to bardziej się

bałam, widząc jak drzewa zaczynają się kołysać bardziej niż zwykle. Przymknęłam swoje powieki, modląc się w duchu o to, żeby moja przyjaciółka nie spała, bo mam do wyboru Justina, z którym doszło do nieprzyjemnej, a trochę przyjemnej sytuacji lub pisać z Taylor, jeśli oczywiście nie śpi. 
Po chwili w moim całym pokoju zabrzmiał sygnał sms-a, który prawdopodobnie był moim zbawieniem. 

Od Tay:
Nie śpię. Ta burza nie pozwala mi zasnąć. Jest nie do zniesienia.
Boisz się bardzo, Cam?

Oh, tylko tak troszkę. Po prostu ze swojej kołdry zrobiłam dla siebie pancerz, by nic we mnie nie trafiło, mimo że nasz dom jest zaopatrzony w piorunochrony. 

Do Tay:

Uwierz mi dziewczyno, jestem kłębkiem nerwów. Dosłownie.. kłębkiem nerwów. 
Ale najgorsze nie jest burzą, tylko facetem - Justinem Bieberem.

Od Tay: 

Laska, co ty z nim zrobiłaś? Nie mów mi, że ty i on po prostu wskoczyliście sobie do łóżka!
Wtedy bardzo się na tobie zawiodę Camille Cornet!


Gdybym wskoczyła na pewno bym do niej nie pisała. Gdy chciałam odpisać i wyjaśnić całą sprawę Taylor w całym domu wyłączył się prąd, a z podwórka dochodził ogromny huk rozwalonego drzewa. Rzuciłam telefonem o łóżko i wyskoczyłam spod kołdry, wybiegając ze swojego pokoju i pewnym krokiem poszłam do sypialni mojej mamy, wiedząc kto tam będzie. 
 Justin leżał na łóżku i gdy weszłam od razu się podniósł. 
- Wszystko okej, Camille? - spytał, włączając latarkę w komórce i poświecił na mnie przez co zmrużyłam swoje oczy. 
- Mogę się położyć? - wyszeptałam po chwili wahania, wiedząc, że to co robię będzie kolejnym
głupim błędem. 
Pieprzę to. Justin sprawia, że czuję się bezpiecznie, a gdy on skinął głową na moją prośbę od razu wskoczyłam pod kołdrę. Widząc moją twarz, nachylił się nade mną i delikatnie pocałował moje usta. 
- Nie bój się mała, jestem tutaj i to tylko burza. 
Mimo, że było ciemno i tak zauważyłam szeroki uśmiech Justina. Gładził palcami mój policzek, a przez moje ciało przeszła fala przyjemności. Owinęłam ręce wokół jego szyi i lekko podniosłam głowę, wpijając się czule w usta chłopaka. Nie obchodziło mnie w tym momencie kim był. Chcę się czuć bezpiecznie, a to sprawia, że mogłabym spać na dworze jeśli byłby przy mnie. 
- Czy przypadkiem to nie miało sensu dla ciebie? - spytał rozbawiony, a ja uśmiechnęłam się lekko w jego usta. 
- Nadal nie ma - wymamrotałam, ocierając lekko swoje wargi o jego. - ale nic nie poradzę, że masz takie miękkie usta. 
Justin zachichotał jedynie i tym razem on mnie pocałował, a pocałunek coraz bardziej robił się głębszy. Ale musiałam mieć głowę na karku i zostać tylko przy tym. Chociaż coś w moim środku chciało, by wydarzyło się coś więcej, ale jednak moja świadomość dała mi znak, że to nie może się skończyć moim scenariuszem, ale i tak cudownie jest czuć jego usta, pieszczące twoje.



Ranek był już o wiele spokojniejszy, było jedynie słychać deszcz kapiący po parapecie. Przeciągnęłam się i zerknęłam kątem oka na jeszcze śpiącego Justina. Wyglądał tak słodko, kompletnie nie na dwudziestoczteroletniego mężczyznę. Miał lekko uchylone wargi, które z chęcią bym tylko całowała. Jego długie rzęsy rzucały delikatny cień. Ten widok jest błogi, ale muszę przerwać tę przyjemność dla moich oczu, gdyż powinnam zrobić śniadanie. Nie chcąc budzić Justina, wstałam z łóżka i zaszłam jeszcze do swojego pokoju, biorąc telefon. Odblokowałam ekran i ujrzałam nieodczytane wiadomości od Taylor.

Od Tay:

Halo? Nie odpisujesz mi, bo to prawda?

Od Tay:



Camille do cholery, czy ty sobie ze mnie żartujesz?!

Od Tay: 

Przysięgam, że zatłukę cię gołymi rękoma, a twoje piękne włosy zetnę i oddam na robienie peruk!
Od Tay: 

Droga Camille Cornet. Albo cię trafił piorun (oby jeśli moje przypuszczenia to prawda) albo moje przypuszczenia to do cholery prawda!!!!! ODPISZ MI!!!!!!!!!

Wooow. Taylor spanikowała bardziej przez jej przypuszczenia niż ja przez tę całą burzę. Zachichotałam pod nosem, stukając szybko w ekran i odpisałam jej krótkim tekstem. 

Do Tay: 

Wyluzuj kochanie. Nic między nami nie było poważnego. Nie odpisałam Ci, bo się przestraszyłam. KC x

Zeszłam do kuchni i odłożyłam telefon na blat, po czym wyciągnęłam jajka z lodówki i zaczęłam robić jajecznicę. Włączyłam po cichu radio, nucąc piosenkę i kręcąc w rytm biodrami. Kiedy moja wybitna potrawa się usmażyła, nałożyłam ją na dwa talerze i cały czas tańczyłam w rytm muzyki. 
 Poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach i uśmiechnęłam się pod nosem, wiedząc kto to jest. 
Justin obrócił mnie w swoją stronę i musnął słodko moje wargi. - Przepraszam musiałem, po prostu ten twój taniec był taki uroczy.. - zachichotał, chwytając moje uda i uniósł mnie. 
- Zrobiłam nam jajecznicę, więc sądzę, że powinniśmy ją zjeść. 
- Zaraz się tym zajmiemy, mam ochotę dziś całować cały czas twoje usta niunia. 
- Niunia? Jesteś taki słaby! - pisnęłam ze śmiechem, a on uniósł swoją brew z figlarnym uśmiechem i przyparł mnie do ściany, czule wpijając się w moje usta. Wplątałam palce w jego włosy i pogłębiłam nasz pocałunek. Ledwo ubrani czuliśmy coraz większy pociąg do siebie. Taki, że nie zwracaliśmh na nic innego uwagi.
- Wróciłem! Jest coś do.. - zanim się zorientowałam, zobaczyłam mojego brata, stojącego przed nami, który wyglądał jakby zobaczył ducha. O kurwa, to wpadłam.      






Hej! Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał i zmiana postaci, aż bardzo wam nie przeszkodziła! Chciałam podziękować za prawie 7k wejść i 131 komentarzy. Nie miałam czasu, bg napisać rozdział, ponieważ muskałam poprawiać oceny. Postaram się następny rozdział dać szybciej, ale musicie również komentować. Coś za coś ;)
ZAPRASZAM DO ZAPISYWANIA SIĘ W ZAKŁADCE INFO. BĘDZIE MI SIĘ WAS LEPIEJ INFORMOWAŁO! Buziaki i dziękuję za wasze komentarze i wsparcie, to motywuję do działania i dodawania szybciej rozdziału! - drewofskians




Tekst

Kobiety są łatwe do zdobycia - wystarczy dobrze zastawić sidła.